Wpisy w kategorii: Dyskusje przy kawie…

      file0001810786833Pani w rejestracji telefonicznej w dość znanym  szpitalu w Kotlinie Kłodzkiej posiada szósty zmysł. Dlaczego? A dlatego, że nie odbiera telefonu. Pomyślałam, że pewnie nie odbiera ode mnie, ponieważ jestem miejscowa i blokowałabym miejsce dzwoniącym z daleka. Stąd powyższy wniosek o szóstym zmyśle. Dzwoniłam dzisiaj regularnie od 10 do 13.30. Bez skutku. Nikt nie odbierał. Zwolniłam się z pracy i pognałam do szpitalnej rejestracji, bo sprawa była dla mnie nader pilna. Tuż obok znajdowało się okienko rejestracji telefonicznej. Pani była, kręciła się, coś w dokumentach robiła, nie powiem, ale telefonu nie odbierała. Załatwiłam sprawę w okienku dla rejestrujących się osobiście.
- Miałam dokładnie to samo – odpowiedziała  Krycha na moje skargi. W końcu pojechałam tam, usiadłam w kącie i dzwoniłam. Pani nie odbierała. Wstałam, na bezczelnego podeszłam do okienka z komórką w ręce i powiedziałam, żeby odebrała, bo dzwonię. Odebrała.
Wysłuchałam Krychy i pomyślałam, że jestem stanowczo za mało bezczelna. Trzeba to zmienić.
Pozdrawiam!
Kama

http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

  DSC04611Jeśli przeczytają to mężczyźni, zapewne postukają się w głowę, jeśli kobiety…
- Też tak masz? – pyta koleżanka – jak przymierzasz ciuchy w sklepie?
- Czyli jak? – nie jestem pewna o co jej chodzi. Krycha ma czasem specyficzne przemyślenia.
- Jak ubieram się czy rozbieram  w domu przed lustrem, wyglądam w miarę normalnie. Szczupła, cellulitu brak, nie wyglądam na swoje lata. Ale tylko wejdę do przymierzalni w galerii handlowej zwłaszcza, to już naprawdę koszmar. Co oni tam robią z oświetleniem?!
Przybywa mi jakieś 5 -6 kilogramów, jakieś oznaki cellulitu na udach, włosy – były gładko zaczesane, a teraz wyglądają okropnie, cera – skąd tyle zmarszczek? Poza tym kabinki są tak ciasne, że prawie leżę na lustrze i przy tym świetle padającym z góry przypominam potwora. Dzisiaj z krzykiem uciekłam ze sklepu, nie kupiwszy niczego, bo przestraszyłam się sama siebie!
- Noooo… Krycha, prawda to jest, mam kilka takich sklepów, w których kupuję bez przymierzania, żeby nie oglądać tych lustrzanych koszmarków. Faktycznie, w domu, nawet w różnych lustrach jakoś lepiej wyglądam.
- A ja wyglądam normalnie! – cieszy się córeczka.
- Milcz małolato! – ryknęłyśmy zgodnie. – Dwudziestek to nie dotyczy! Problem ze światłem zaczyna się około czterdziestki. Poczekamy, zobaczymy!
A póki co, proponuję specjalne kabiny dla pan 40+, takie z przyjaznym oświetleniem, przestronne, może być też lekko wyszczuplające lustro. Ale nie za bardzo!

Pozdrawiam
Kama

http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

DougMyślę, że niejednemu kierowcy to się zdarzyło: jedziemy osobowym samochodem, przed nami ciężarówka, za nami druga  (potocznie zwana tirem, od konwencji o nazwie TIR). Wyprzedzić się nie da, bo z przeciwka sznur aut. Co robi wielka, napakowana ciężarówa z tyłu? Ano podjeżdża tak blisko, że włosy stają dęba, ma się wrażenie, że zaraz popchnie nas swoim wielkim zderzakiem. Nic nie można zrobić i trzeba tak z duszą na ramieniu jechać.
Zdarza się, że cwaniaczek jeszcze trąbi, jakby to miało coś zmienić. Mam tak prawie codziennie, ponieważ dojeżdżam do pracy krajową 8. Na szczęście to tylko kilka kilometrów, ale stresik jest. Nie lubię tego wiszenia na zderzaku, patrzę w lusterko i boję się, że ten kolos zmiażdży moją „cytrynkę”.
- Ja mam na to sposób, na ogół skutkuje – odpowiada mój mąż, gdy zaczęłam biadolić.
- Czyli jaki? – ożywiłam się.
- Maksymalnie zwalniam. Dwójeczka, powolutku, pomalutku i gość wymięka. Zachowuje
normalną odległość i robi się grzeczny.
No nie wiem, w sumie w takim sznureczku to i tak trójka – dwójka. Może jakaś ogólnopolska akcja „Nie wiś na zderzaku, głupi zwierzaku?”

Pozdrawiam!
Kama

http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

104526715Dziś Wielka Sobota, przygotowania w toku, dobre jedzonko się szykuje, pokarmy poświęcone (albo i nie, zależy co kto uznaje).W każdym razie mnóstwo wokół smakowitych zapachów i dobrego jedzenia. Moja znudzona rodzinka pożarła jedynego czekoladowego zajączka, przeznaczonego do stroika.
- Zeżarliście zajączka! – spojrzałam oskarżycielsko na papierek po zajączku.
- Oj tam, sam się prosił – zgodnym chórem odparli moje zarzuty mąż z córką.- I wcale nie był taki smaczny… – dodała córeczka.
Wówczas moją mamę (rocznik przedwojenny)  naszła refleksja:
- Pamiętam Wielki Piątek w 1947 – zachichotała.
- A coś wesołego się zdarzyło wtedy? – spytałam.
- Teraz wydaje mi się trochę wesołe. Dwa zdarzenia pamiętam. Pierwsze, naprawdę śmieszne. Miałam 11 lat, poszłam z mamą do kościoła. Wtedy ksiądz święcił wodę, w takich wielkich beczkach stały i ludzie przynosili naczynia – wiaderka, bańki, butelki, nabierali tej wody ile się dało i zabierali do domu. W sumie to nie wiem po co. Potem była msza, cisza wielka i skupienie. Nagle komuś wymsknęły się dwie butelki ze święconą wodą i pac, pac – toczyły po schodkach w tej nabożnej ciszy. Moja mama (śmieszka z niej  była) nie mogła przestać się śmiać, ja też (oczywiście po cichu) – mama zaczęła się śmiać na całego.
- A drugie wspomnienie? – nalegałam.
- Bieda wtedy była! Mieliśmy jednak świnkę, która poszła na świąteczny stół. Mała ta świnka,
masarz za usługę połowę mięsa zabrał. Pamiętam jak siedziałam w kuchni w Wielki Piątek,
a mama topiła słoninkę na skwarki. Ależ pachniało! W dodatku byłam chuda i zagłodzona.
Mama  powiedziała, żebym wzięła trochę skwarków i zjadła. Spojrzałam na nią oburzona i przerażona:
- Mamo! To Wielki Piątek! Jak możesz mi dawać skwarki! (które zresztą jadałam dwa razy w roku, a tak to kapusta, chleb i kozie mleko). Ksiądz surowo zabronił , mamo! – powiedziawszy to zaczęłam oczekiwać ostrzegawczych gromów z jasnego nieba.
A moja mam spojrzała na mnie z politowaniem:
- Dziecko, jedz, jesteś taka chudziutka i głodna, jedz mówię!
Nie pamiętam jednak czy zjadłam te skwarki czy nie…
A moi zajączka zjedli! Za to mama jest zadowolona, że to nie 1947 rok.
Pozdrawiam wielkanocnie!
Kama

http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

women-with-iphoneDzień Kobiet tuż , tuż, nie wypada ominąć tematu. Jako że kobietą jestem, poddałam się zadumie nad tym miłym (bo jakżeby nie?) dniem. Moja córka zaczęła od współczucia panom, którzy „dopiero co odbębnili walentynki, a już muszą lecieć po kolejne kwiatki”. Zdumiałam się nieco – po pierwsze; wcale nie muszą, jeśli chcą to polecą. Po drugie, skąd u dwudziestolatki takie pokłady współczucia dla panów?  Może zrobiła kilku absztyfikantom jakiś afront albo krzywdę? Nie wiem doprawdy.
Od kilku lat w Dzień Kobiet świętuję z …. kobietami. Nie tylko, z mężem, na ten przykład też, ale gdyby on świętować nie zechciał, spokojnie uczczę ten dzień z koleżankami. To świetna okazja do babskiego spotkania, od niektórych koleżanek dostaję nawet dowcipne życzenia w stylu „ Ja, Baba, Tobie Babo życzę…” Moja przyjaciółka poszła krok dalej:
- Zamówiłam sobie prezent – uśmiechnęła się chytrze. – Piękną torebkę. Tobie też – dodała.
Ucieszyłam się. Miło, że kobiety pamiętają o kobietach. Miło, kiedy pamiętają mężczyźni (z dobrej woli, oczywiście).
- A Dnia Mężczyzny jakoś tak hucznie się nie obchodzi! – oburzyła się moja córeczka.
No, rzeczywiście, rację ma… ach ta dzisiejsza młodzież!

Z pozdrowieniami dla wszystkich Pań!
Kama

http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

IMG_1063Przeglądałam ostatnio moją pocztę elektroniczną i musiałam coś „poklikać”, bo wiadomości się poprzestawiały. Te sprzed kilku miesięcy pokazały się jako ostatnie, te ostatnie przemieściły się i przestały być widoczne. Jako ostatnia pokazała się wiadomość z Netii – faktura do zapłacenia. Patrzę, termin już minął, szybko trzeba płacić. Zapłaciłam. Po dokonaniu przelewu spojrzałam: faktura była z października 2014…
- Zdarzyło ci się tak kiedyś? – pytam koleżankę.
- Jasne! Dwa dni temu. Płaciłam za prąd, miałam zapłacić 120 zł, przelałam 1200… Kama,  co ja będę jadła zanim to odkręcę?
Wyraziłam żal nad sytuacją koleżanki i pytam kolegę:
- A tobie coś takiego się zdarzyło?
- Notorycznie – odpowiada ze stoickim spokojem kolega. – Najczęściej kiedy jest napis: „Uwaga! Zmiana rachunku bankowego!”. Na ogół dostrzegam go za późno. A dwa razy dostałem na swoje konto wypłatę kolegi – uśmiecha się z przekąsem. Ale musiałem oddać…ech – wzdycha.
Pomyślałam, że skoro nie tylko ja popełniam takie błędy, być może w Netii nie umrą ze śmiechu. W każdym razie moja poczta działa już bez zarzutu, a ja kasuję zapłacone faktury.

Pozdrawiam!
Kama

http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

girl-blowing-glitter-113790_640„Ja chcę” – już przedszkolaki układają się na posadzkach sklepów, w dziale z zabawkami. Podstawówka jest trochę sprytniejsza, zgrabnie skradają się między instytucją mamy i taty, w myśl zasady „kto da więcej.” W gimnazjum moda jest na bunty. I temperowanie coraz mocniejsze. Pokora jest w cenie. Czy na pewno?
W liceum zaczynają się pierwsze objawy „pokory wyuczonej”. Deklaracja maturalna, wybór przedmiotów, jakie ? Ano proste, takie żeby być prawnikiem lub lekarzem… ewentualnie móc kontynuować jakąś równie wypaczoną rodzinną tradycję. Studia ? Kończymy. Nawet te wybrane przez rodziców, w końcu studiowaliśmy za ich kaskę.
Wpadamy w rutynę, robimy to co powinniśmy, co wypada. Przeprowadzamy staruszkę przez pasy zgodnie z wdrukowanym w mózg schematem, ustępujemy miejsca w autobusie na zasadzie odruchu. Utrzymujemy relacje z ludźmi, których tak naprawdę nawet nie lubimy, Trwamy w małżeństwie, choć na małżonka nie możemy patrzeć. Na święta życzymy „wszystkiego dobrego”, choć jakiś demon w naszej głowie wrzeszczy „Niech Ci ość z tego karpia w gardle stanie”. Pozwalamy teściowym wychowywać nasze dzieci, i trwamy w toksycznych relacjach bo „trzeba pomagać”.
Po paru latach POKORY i PRZYMUSU jesteśmy zmęczeni. Sobą, ludźmi, życiem. Frustracja narasta.

Zdrowy egoizm jeszcze nikomu nie zaszkodził…
„Nie pojechaliśmy ostatnio na obiad do teściowej. W  dresach chrupaliśmy popcorn przy głupawym filmie i byliśmy szczęśliwi” – pisze koleżanka.

Tak ciężko mówić „nie”
Zwłaszcza gdy zawsze mówimy „tak”. Zgadzamy się na wszystko, pomagamy wszystkim, pożyczamy pieniądze i po 8h pracy lecimy pocieszać przyjaciółkę, bo rzucił ją chłopak…10. raz w ciągu tygodnia. Albo jedziemy naprawiać koledze samochód, bo rozkraczył się na autostradzie.

Wniosek: Dobrze jest chcieć, nie musieć!
I móc na cały weekend wyjechać za miasto, wyłączyć telefon, tańczyć w bieliźnie, skakać po łóżku, objadać się lodami, śpiewać tak głośno jak tylko potrafisz i rozciapać sobie truskawkę na twarzy zgodnie z babcinym poradnikiem o świetności takiej maseczki.
Stań się jednodniowym egoistą!

W jeden dzień świat bez Ciebie się nie zawali.
Nie włączysz prania w sobotę ? – Trudno, włączysz w niedzielę. Masz gary do umycia ? Nie martw się, same nie wyjdą. Prasowanie ? – Wygnieciony T-shirt też jest sexy… I nic się nie stanie jak raz na rok nie odprowadzisz dzieci do przedszkola i weźmiesz sobie dzień wolny w pracy. Świat dalej będzie taki sam. Trzęsienie ziemi nie nastąpi i fala tsunami też nie przyjdzie.
Odpręż się wreszcie!

Izz


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

argument-238529_640Wracałyśmy z zajęć, z koleżanką z grupy. Opowiadała mi, że jedzie jutro na widzenie do więzienia. Nie pytałam. Nie chciałam jakoś ciągnąć tematu.
- Bo wiesz, wszyscy się od niego odwrócili.
-To jakiś twój bliski przyjaciel? – zapytałam.
- Nie, znajomy. Ale ja mu obiecałam, że go nie zostawię.
Skończyłyśmy rozmowę. Parę dni później przybita koleżanka opowiada o problemach swojego chłopaka z rodziną. Jeszcze później zalana łzami mówiła o tym, że ona żyje, aby poświęcić się dla innych -  dlatego studiuje psychologię. Cóż, nie wytrzymałam – parsknęłam śmiechem.
Spojrzała na mnie wielce oburzonym wzrokiem…
Moim zdaniem nie po to studiuje się psychologię „ aby poświęcić się dla innych” trochę zdrowego egoizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a nawet pomogło. Psycholog to zawód wyuczony, a nie osobowość czy sposób na życie. Tak jak chirurg nie przeprowadza operacji na kuchennym blacie, tak jak sędzia nie rozwodzi swoich przyjaciół na sobotnim grillu. Tak samo psycholog nie żyje, a przynajmniej nie powinien żyć dla innych.
- To dlaczego poszłaś na psychologię? – pyta mnie tymi swoim zapłakanymi oczami.
Nie odpowiedziałam. Nie chciałam jej dobijać. Im dłużej jestem na uczelni, tym widzę coraz więcej ludzi „zaburzonych”, którzy przyszli z mocnym postanowieniem poprawy jakości swojego życia. Może terapia? Nie, studia. Pytania po wykładach padają na temat schizofrenii babci, depresji cioci, zaburzeń katatonicznych brata. Moja ciocia, moja mama, mój tata, mój znajomy… Oszaleć można.
Kierunek jest naprawdę fascynujący, wymagający wkładu własnego, ogrom nauki, publikacji naukowych, artykułów – wszystko to trzeba mieć w małym palcu. Osobiście nie mam czasu na problemy innych, osobiście wiem, że nie mam takiej wiedzy aby komuś pomóc, osobiście wiem, że jak przychodzę z uczelni to jedyne na co mam ochotę to gorący prysznic, herbata i dobra książka, a nie poświęcenie dla innych.
Gdzieś zatarła się granica między psycholem, a psychologiem. Nieszczęśliwi ludzie oblewający egzamin za egzaminem, bo „poświęcenie dla innych” odbiera im czas, który powinni poświęcić na wertowanie notatek. Z czego to wynika ? Nie wiem. Cóż, może jeżeli w społeczeństwie źle widziana jest wizyta u psychologa, to w zamian pójdę na studia psychologiczne…

Izz


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:


file1591340859301Im jestem starsza, tym więcej spraw jest dla mnie zaskakujących. Nie wiem czy to świat okazał się bardziej brutalny niż ulubiony w dzieciństwie lasek koło domu, czy może sama zaplątałam się w społeczeństwie, w którym nic nie jest oczywiste. Kilka miesięcy temu postanowiłam złożyć pozew o podwyższenie alimentów. Długie lata zajęło mi uświadomienie sobie faktu, że to nie są pieniądze, o które muszę prosić tylko takie, które należą mi się z tytułu „bycia córką.” Same pozwy i zbieranie dokumentów poszły łatwo. Prawnik doradził „Pisz o 1.000zł i tak dostaniesz mniej.” – napisałam. Zaświadczenia, dokumenty, paragony, bilety – pozbierałam, dołączyłam. Zanim wysłałam całą, dość obszerną dokumentację, tknęło mnie, aby zachować się jak człowiek. Zadzwoniłam. Myślę sobie, zapytam, może „pozwany, zwany dalej ojcem” zgodzi się na parę złotych więcej. Cóż, w końcu zaczęłam studia, nowe miasto, dojazdy, życie, mieszkanie…  Nie no, na pewno się zgodzi, przecież to ojciec. Rodzice chcą, aby ich dzieci się uczyły – tłumaczyłam sobie. Rzut słuchawką to jedyna konstruktywna odpowiedź jaką usłyszałam. Chciałam się poddać. Jednak nie dawał mi spokoju obraz, w którym moja mama wraca z pracy na kolanach, bo nie ma siły. Pomyślałam, że zaryzykuję.

Nadszedł dzień rozprawy, która niczego nie przyniosła. Poza niesamowitym bólem głowy. Sprawa stanęła – sędzina na urlopie. No trudno. Ponieważ każdy obywatel ma prawo wglądu w akta, postanowiłam z takowego prawa skorzystać. Umówiłam się z Panią w sądzie, na termin. W terminie okazało się, że dokumenty zagubiły się w gmachu sądu. Cóż, bywa. Umówiłam się tydzień później. Dokumenty były. Przystąpiłam do ich czytania… Dowiedziałam się, że mam 16 letniego brata (Mam. Z tym, że ma 18 lat.), którym mój biedny spracowany ojciec bardzo się zajmuje (brat wyśmiał mnie jak mu o tym powiedziałam), dowiedziałam się także o kolekcji butów, w której egzemplarze sięgają cenami do 600zł (po powrocie do domu otworzyłam wszystkie szafki – kolekcji nie znalazłam. Niestety.) Oczywiście bawię się w klubach i śmiałam zmienić kierunek studiów. Wniosek: zmniejszyć alimenty do 200zł. Smutny obraz mi się zarysował. Odpowiedzialność za innych, baaa! Odpowiedzialność za swoje własne decyzje umiera. W efekcie szybko  postanowiłam znaleźć pracę i zarobić sama na siebie. Mama zaoferowała pomoc. Pozew wycofałam, wraz z całkowitą rezygnacją ze świadczenia alimentacyjnego.

Wniosek: No cóż, nie ma takich pieniędzy, które warte byłyby czasu i nerwów. Będę musiała ograniczyć moją wspaniałą kolekcję butów oraz wyjścia do drogich klubów, ale na rzecz świętego spokoju. Warto!

Izz

http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

file00074226366Chciałam zamówić produkty ekologiczne, takie tam: mąka, płatki orkiszowe i kilka innych. Wchodzę na stronę sklepu i nie wierzę, a jednak! Wita mnie informacja:

Jezus jest Panem, Jemu cześć i chwała! Pamiętaj, abyś dzień święty święcił! Sklep zamknięty w niedziele i święta. Zajrzyj do naszego sklepu po Niedzieli lub Świętach. Wszystkim naszym Klientom życzymy błogosławionej i pełnej radości niedzieli!

Lekki wyrzut mnie dopadł –  zapomniałam i nie święcę. Ale tylko dzisiaj mam czas na zakupy. Nawet internetowe! Ale żeby zaraz Jezusa w to mieszać?  Niech spoczywa w pokoju po prawicy… Dobra, myślę, nie ten sklep to inny. Znalazłam inny, ale z tymi samymi produktami (tyle że droższymi, bo już nie producent) i tam w niedzielę sprzedają! Czyż zatem nie powinien producent być konsekwentnym i zabronić pośrednikom handlować w niedzielę?
Potem naszła mnie kolejna refleksja: w większości sklepów internetowych zamówień nie odbiera człowiek, który siedzi w niedzielę i potwierdza zamówienia, tylko komputer! To maszyna też musi niedzielę święcić? Potwierdzenie zamówienia to zwykły automat, więc jeśli ja nie zmuszam człowieka do pracy w niedzielę, to dlaczego nie mogę zamówić? W tym innym sklepie jest naprawdę dużo drożej, stąd mój upór na producenta.
Poskarżyłam się koleżance.
- Coś ty taka wczorajsza? – popatrzyła zdziwiona. – Coraz więcej sklepów tak ma. Cejrowski na ten przykład!

Wybałuszyłam oczy i sprawdziłam:

W NIEDZIELE I ŚWIĘTA
NIECZYNNE
ZARZĄDZENIE PANA BOGA NR 3
(KSIĘGA WYJŚCIA ROZDZIAŁ 20. WERSY 8-11
oraz
KSIĘGA POWTÓRZONEGO PRAWA ROZDZIAŁ 5. WERSY 12-15.)

Trochę się przestraszyłam, zarządzenie mocna rzecz. Idę odpoczywać!
Pozdrawiam!
Kama

http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 panoptikum-blogosobliwosci Design by SRS Solutions

  • RSS