Wpisy z okresu: 11.2012

Sypię głowę popiołem i pokornie przepraszam za swoją ślepotę. Chodzi o obchody 11 listopada. Zwracałem uwagę na chuliganów i organizowane przez nich zadymy, a zupełnie nie zauważyłem o wiele donioślejszego wydarzenia. Chodzi o inicjatywę opasania sejmu różańcem. Ponad tysiąc osób z różnych stron kraju przyjechało, aby uczestniczyć w tej inicjatywie. Budynki Sejmu zostały omodlone i pokropione wodą święconą, a po zamknięciu kręgu opasujących, z wielką mocą wybrzmiała poprowadzona przez ks. Kadzińskiego modlitwa o uwolnienie tego miejsca od działania złego ducha. Organizatorzy potwierdzali, że różaniec to egzorcyzm.
Egzorcyzmy w Polsce, w XXI wieku? A jednak to prawda i nie jest to jakiś odosobniony przypadek! W latach 90. Polaków uwalniało od opętań tylko czterech kapłanów. Dziś już ponad 150 jest oficjalnie oddelegowanych na wojnę z szatanem. Wspiera ich czasopiśmiennictwo egzorcystyczne. We wrześniu odbyła się promocja pierwszego numeru miesięcznika „Egzorcysta”. Powstanie nowego tytułu spowodowane jest zalewem: anonsów wróżek w gazetach, bioenergoterapią, masowym przybijaniem podków na progach domów i zderzakach. Bardzo groźne zagrożenia to: powieści Paulo Coelho, terapie pozytywnego myślenia, joga, szerzące się na uniwersytetach psychoterapeutyczne metody tzw. ustawień rodzinnych Hellingera – uczestnicy ustawiają wokół siebie innych w roli krewnych, nawet zmarłych, co ociera się o spirytualizm. Ponieważ, jak podali na promocji „Egzorcysty” kapłani, już 3 mln Polaków wydaje rocznie 2 mld zł na usługi ezoteryczne, Kościół wyszedł z promocją usług egzorcystycznych. Zapowiada wojnę z szatanem. Ponadto „Egzorcysta” ma ostrzegać przed niebezpieczeństwem i ratować bezbronne dzieci, wprowadzane w świat magii przez zabawy w Halloween, andrzejki, sprawnie zorganizowany przemysł lalkarski. Ks. Posacki, demonolog, uczula  na laleczki Witch (z ang. czarownica) dla dziewczynek. To nie to samo co starodawna Baba Jaga: „Była brzydka i kojarzona ze złem. Nasza sympatia stała po stronie Jasia i Małgosi. Tymczasem Witch jest piękna i atrakcyjna”.
Jednym słowem będą leczyć dżumę cholerą! Gratuluję inwencji! Ks. dr hab. Aleksander Posacki, demonolog i przewodniczący rady programowej nowego miesięcznika, ocenił polską sytuację jako patologiczną, gdyż większość z nas jest ochrzczona i niepraktykująca, a to mogą być tzw. opętania zawinione. Czasopismo ma ratować dusze.
No dobrze, myślę sobie, w Polsce nie takie „michałki” już widziałem. Gdy jednak zgłębiłem problem to zaniemówiłem z wrażenia. Szatan nie tylko grasuje w polskim sejmie. On działa w samym…Watykanie!!! Ojciec Gabriele Amorth, oficjalny egzorcysta Państwa Kościelnego stwierdził, że szatan grasuje w Watykanie, dowodem są skandale pedofilskie. Efektem szatańskiej ingerencji jest według niego walka o władzę, oraz „obecność kardynałów, którzy nie wierzą w Jezusa i biskupów, którzy mają związki z Demonem”. Słowa duchownego cytuje brytyjski dziennik „TheTimes”.
Dostało się też Matce Teresie z Kalkuty. laureatka Pokojowej Nagrody Nobla prowadziła przykładne życie pomagając ubogim w Indiach, dlatego szybko została ogłoszona świętą. 5 września 2001 roku, w czwartą rocznicę jej śmierci, arcybiskup Kalkuty Henry D’Souza ujawnił, że przeprowadzano nad nią egzorcyzmy. Miało to miejsce w szpitalu, w 1997 roku. Ponieważ Kościół katolicki wykonuje je tylko wtedy, gdy ktoś uważany jest za osobę opętaną przez diabła, świat był wstrząśnięty. Okazało się, że zakonnica przebywając w szpitalu nie mogła spać. Lekarze twierdzili, że nie ma to związku ze stanem jej zdrowia. D’Souza, który również przebywał wtedy na leczeniu wykonał za jej zgodą egzorcyzmy. Matka Teresa po zakończeniu rytuału spała spokojnie. Strach się bać.
Nie dajmy się zwariować,  jeśli ktoś chce zobaczyć szatana, na pewno go zobaczy. Nie pomoże tu rozsądek, nauka i lekarz. Właśnie, co na to lekarze? Opisują oni  domniemane przypadki opętania jako objawy chorób :  „padaczka, depresja egzogenna, delirium, zespół stresu pourazowego (PTSD), demencja, uraz mózgu, alkoholizm czy amnezja funkcjonalna. Za najczęstsze przyczyny uznają urazy psychiczne. Ponadto zarejestrowano przypadki ludzi, którzy przechodzili przez wszystkie rodzaje egzorcyzmów, a ostatecznie pomogło im podanie leku na schizofrenię. W ciężkiej postaci zespołu Tourette’a chorzy podskakują, dotykają siebie i innych, kręcą się w kółko, wykonują serie nieskoordynowanych gestów. Jednym z zaburzeń wokalnych w chorobie jest koprolalia – patologiczna, niemożliwa do opanowania potrzeba wypowiadania przekleństw i obelg kierowanych do obcych”.
Mimo wszystko w Polsce egzorcyści mają się świetnie. Mają też roboty od cholery. Oto podane przez „Egzorcystę” świadectwa opętania:
- Świadectwo daje Mateusz Słyk (nr 1, s. 6). Chodzi o muzykę typu techno, trans, metal, rock, blues, gdzie non stop słyszy się, że nie ma Boga. Latem 2001 r. wujek sprezentował mu płytę Pink Floyd „Atom Heart Mother” z krową na okładce. Słuchając tej muzycznej liturgii zaczął mieć bluźniercze myśli o Maryi.
- Szatan (nr 1, s. 44) przemawia też przez Lady Gagę. Refren jej piosenki „Paparazzi” słuchany od tyłu jest wezwaniem do Lucyfera: Demonie zbaw nas.
Czy  „różańcowa inicjatywa” wypędziła szatana z sejmu? Tego nie wiem, ale słyszałem opowieści o uciekającym w przerażeniu szatanie z naszego parlamentu po słowach posłów o zamachu, trotylu, helu i dobijaniu rannych. Gdyby jeszcze poczytał niektóre projekty ustaw niechybnie zszedłby… ze śmiechu!

Hari Seldon

Powoli, konsekwentnie jak gangrenę w organiźmie, minister finansów, rozwija „spiralę mandatową”.
Stało się tak, kiedy na ten rok  wpisał do budżetu, po raz pierwszy, jednoznacznie,
dochody z  fotoradarowych mandatów . Uruchamia  armię zaciężną złożoną z  fotoradarów Generalnej Inspekcji Ruchu Drogowego (w tym niedługo wzbogaconą o  nowe, mogące zrobić 9 razy więcej zdjęć niż te starsze),
nieoznakowanych pojazdów z wideorejestratorami, radarów przenośnych i  policyjnych suszarek.
Do tego, co będzie szczególnie dotkliwe i  upierdliwe,  zaczną działać 24 systemy
odcinkowego pomiaru prędkości (o długości do 10 km w mieście i do 20 km poza).
Wszystko po to aby wyłapać i ukarać jak największą rzeszę kierowców w jak najkrótszym czasie.
W tym roku , jeszcze niewiele wyszło, bo z zaplanowanych do pozyskania 1,2 mld złotych uda się,
do końca roku, ściągnąć  tylko ok. 24 mln zł, może trochę więcej. Minister jednak się nie zraża
i zaplanował na przyszły 2013 rok jeszcze więcej – kwotę 1,5 mld zł. Pojazdy z wideorejestratorami ,
należące do Inspekcji Ruchu Drogowego, nie będą zatrzymywać  łamiących przepisy kierowców.
Złudzeń nie ma. Nie chodzi  o to abyśmy bezpiecznie jeździli ale żebyśmy bulili, po prostu.
Jeszcze do niedawna, gdy ” interesem” zawiadywała tylko Policja, w razie wykroczenia, niezwłocznie kierowcę zatrzymywała.
Inspektorzy Inspekcji Ruchu Drogowego już nie muszą. Nie będą stwarzać nawet pozorów. Zatrzymają tylko w rażących przypadkach (???).  Widziałem  w akcji już takie „Mondeo”, stało na parkingu w grupie przypadkowych aut.
Dla jadącego nie widzę dużych szans. Mnie i kilku innych ostrzegł przez CB pewien spostrzegawczy kierowca,
który akurat, obok „inspektorków”,  zaparkował. Ale oni stali tam ponoć już pół godziny i w „karty” pewnie nie grali.
W „łowieniu jeleni”  minister ma  szlak  przetarty.  Zrobiły to  gminne i miejskie straże, których mandaty
zasilają lokalne budżety.
Były siatki   maskujące, urządzenia na drzewach lub tuż za tablicą z nazwą miejscowości, do tego  ustawione bez żadnej tolerancji, itp. Tamte działania, szczególnie na Pomorzu, uznano za patologię i pospiesznie zmieniano prawo.
Mówiono wtedy  i  słusznie, że źle określono cele, bo  skupiono się na zarabianiu pieniędzy – na drugi plan
spychając bezpieczeństwo. Obecnie tamtą patologię usiłuje się zastępować nową.
Sposób działania jest taki sam – tylko środki będą bardziej wyrafinowane.
Widoczne jest, że poszukując pieniędzy , minister finansów nie będzie miał skrupułów – żadnych.
W wielu obszarach – nie tylko wobec kierowców.  Niczym Gołota  zagrożony w bokserskiej walce,
zaczyna  bić poniżej pasa.
Czyżby na rzeczy było powiedzenie, że „tonący brzytwy się chwyta”?

P.S. Pierwsze smutne efekty,  już są. Statystycznie, spośród  wszystkich krajów Unii Europejskiej,
mamy najwięcej wypadków ze skutkiem śmiertelnym,  choć niedawno, dwa lata temu,
gorsze od  nas były trzy inne kraje.

(Turkus)

Dla relaksu:



Mrugnięcie okiem

Zabieg

Nasz czołowy reporter Waldek źle się poczuł. Szybka konsultacja u lekarza pierwszego kontaktu, skierowanie i już  na drugi dzień Waldek szykowany jest do zabiegu w miejskim, a jakże, publicznym szpitalu. Co za komfort – pomyślał Waldek. Mamy świetną służbę zdrowia i tylko malkontenci szukają dziury w całym. Waldek już na stole, miejscowe znieczulenie, pełna świadomość. Zmysły działają, szczególnie słuch.
- Niech ktoś zawoła sprzątaczkę ze szmatą do podłogi i wiadrem – usłyszał nagle. To gdzieś dalej – pomyślał. Rozgląda się, widzi chirurga, jest cały personel.
- Szkoda, że zapomniałem okularów. Zgubiłem szkła kontaktowe! – doszło do uszu zaniepokojonego już Waldka.
- Siostro, czy ten pacjent podpisał zgodę na pobranie organów? – dopłynęło jak z oddali. Waldek czuje dreszcze. Przecież to tylko czyrak do wycięcia. Z zamyślenia wyrywa go jakiś brzęk.
- Ktoś widział gdzie położyłem skalpel? A po chwili odgłosów krzątaniny usłyszał:
- Sterylny, sterylny… podłoga jest czysta. To do roboty, na moje oko jest dostatecznie ostry.
Zaniepokojenie ustępuje, miarowe tykanie jakiegoś przyrządu uspokaja. Nie na długo.
- Możesz zatrzymać to coś? Jak tak pulsuje, to nie mogę się skoncentrować – słyszy.
Waldek wyczuwa, że jednak jest jakiś problem. Teraz wie, ten zabieg to zły pomysł!
- Jak to? Ten pacjent nie przyszedł na zmianę płci ? – Te słowa, zmieszane z wyraźnym zapachem koniaku dotarły do oszalałego ze strachu Waldka. Już wie, musi uciekać, ale jak?
- Do cholery! Kto zgasił światło? – usłyszał i odzyskał siły. W mgnieniu oka zerwał się i pomimo egipskich ciemności natychmiast znalazł drogę ucieczki.
Waldek czuje się świetnie. Nic go nie boli, wyzdrowiał. Tylko czasami spóźnia się do pracy. Po prostu, w drodze do pracy omija szpital szerokim łukiem.

Agencja „Lepka Zdrapka”

Denerwuje mnie bałagan i smród. Nie toleruję rzucających niedopałki na ulicę, drażnią mnie walające się puszki po piwie i butelki po czymś mocniejszym. Do szału doprowadza mnie widok uśmiechniętego właściciela czworonoga z lubością przyglądającego się jak jego ulubieniec defekuje na chodnik lub na trawnik obok bawiących się dzieci. Tak, szlag mnie trafia na taki widok! Obsrane chodniki w środku miasta, zaśmiecone ulice, trawniki i place.
Moje sumienie nakazuje mi dbać o czystość i porządek. Wyrzucam śmieci do pojemników zapakowane w worek foliowy a szkło i plastik segreguję. Zajmuje mi to trochę czasu ale wrzucając opakowania plastikowe i butelki do „ recyklingowych” pojemników mam poczucie ekologicznego spełnienia.
Moje zadowolenie zmniejszyło się gwałtownie obserwując wywóz odpadów z tych ekologicznych pojemników. Podjechał specjalistyczny pojazd z logo przedsiębiorstwa oczyszczania miasta i na jedną „furę” wysypał szkło i plastik! Jaka cholera? To po co z takim mozołem segreguję butelki (a zapewniam – mam co segregować)? Cała energia psu w dupę! Musiałem sprawdzić dlaczego w taki sposób ktoś marnuje mój ekologiczny zapał i czas. Dowiedziałem się, że owe butelki pomieszane z plastikiem segregują powtórnie pracownicy „zieleni miejskiej”. To jak w czasach PRL-u. Organizowano „niedziele czynu społecznego”, wywlekano ludzi z domów, dawano im łopaty i kazano przesypywać piach z kupki na kupkę. Na koniec przyjeżdżał spychacz i wszystko równał…
Nasza władza zadbała aby taka historia się nie powtórzyła. Szczególnie pomyślała o śmieciach. Od 1 lipca 2013 r. zacznie funkcjonować nowy system pobierania opłat za wywóz śmieci. W związku z tym cały system gospodarki komunalnej gmin zostanie gruntownie przebudowany. Każda gmina zostanie zobligowana do przejęcia od właścicieli nieruchomości wchodzących w jej skład obowiązków związanych z zagospodarowaniem odpadów komunalnych oraz określenia odpowiednią uchwałą rady gminy wysokości opłaty za ich wywóz. Jej wysokość będzie uzależniona od jednego z trzech kryteriów: powierzchni nieruchomości, liczby osób zamieszkujących pod danym adresem lub ilości zużytej wody. Ustalone opłaty właściciele nieruchomości będą uiszczać po wypełnieniu odpowiedniej deklaracji, na podstawie której organy gminy będą obliczać wysokość opłaty. Żeby było jasne wyjaśniam, że to gmina wybierze jedno i tylko jedno z powyższych kryteriów obowiązujące w całej gminie.
Będziemy więcej płacić za wywóz śmieci, dużo więcej! Mnie bulwersuje pomysł naliczania wysokości opłaty za wywóz śmieci w oparciu o wskaźnik zużycia wody! Jak to? Czy to znaczy, że jeśli częściej kąpię się niż moi sąsiedzi to wyrzucam więcej śmieci? Co za idiota to wymyślił? Pytanie oczywiście jest retoryczne bo wszyscy wiemy gdzie „produkowane” są  ustawy i kto je podpisuje…
To może naliczajmy śmieciowe opłaty w oparciu o czas poświęcony na oglądanie telewizji? Może niech więcej płacą ci, którzy czytają książki a mniej  rozmawiający przez telefon! Każdy pomysł jest dobry bo równie idiotyczny jak ten z wodą.
Jeśli takie pomysły w parlamencie przelewane są na urzędowy papier to ich miejsce jest tam gdzie sortowane są … śmieci.

Hari Seldon

Powinniśmy oszczędzać. Nie tylko dlatego, że na Świecie jest kryzys i nie tylko dlatego, że taka jest moda.
W różnych dziedzinach naszego życia trwa wyścig – „jak mieć więcej za mniej pieniędzy”.
Czy da się oszczędzać nie ponosząc przy tym ryzyka? – Można!
Warto wiedzieć, że ocieplenie 20 cm warstwą izolacji termicznej tzw. normatywnej,
w Polsce, ściany zewnętrznej budynku (współczynnik przenikalności cieplnej U=0,3)
może przynieść zysk  w postaci niższych do 15% rachunków za energię przez co najmniej kilkadziesiąt lat.
Interes? – Pewnie, że interes!
Wynika z tego, że określony w polskich przepisach standard  jest skrajnie nieracjonalny
i powinien być w interesie  obywateli szybko zmieniony.
Tym bardziej, że od 2008 r. wprowadzamy na nasz grunt, unijne wymagania oszczędnościowe w tym zakresie.
Dla przykładu w Niemczech, w budownictwie, obowiązują nawet 10-krotnie ostrzejsze normy niż u nas.
Ale Polsce zysk pomnażają producenci materiałów budowlanych , sektor energetyczny i deweloperzy.
Tylko obywatel ma g…, tzn. nie ma zysku.
No, jak się postara to może mieć ładną lokalizację i czasami  miłe sąsiedztwo.

(Turkus)

Przy okazji wczorajszej demonstracji przeciwników GMO (organizmów genetycznie zmodyfikowanych) zapytałem znajomą co sądzi o GMO.
- GMO – samo zło – wyrecytowała z nonszalanckim uśmiechem,
- Dlaczego? – zapytałem
- Nie wiem – padła odpowiedź , tym razem bez uśmiechu.
Znajoma jest wielce wykształcona – doktorat z matematyki. Przyznała jednak, że o genetyce ma małe pojęcie i wie tylko tyle ile usłyszy w mediach.
Zadziwiła mnie bogata wiedza celebrytów o organizmach transgenicznych. Wśród ok. 150 osób, które w niedzielę zgromadziły się przed Pałacem Prezydenckim brylowała piosenkarka Doda i tancerze Herbuś z Pirógiem. Szczególną inwencją wykazała się Doda  – Faszerowanie nas chemią jest jawnym ludobójstwem – podzieliła się swoim odkryciem! Jak to? GMO to chemia?! Nie jestem genetykiem, ale wiem na pewno, że organizmy modyfikuje się genetycznie, aby uniknąć stosowania chemii. Jeśli kukurydza pleśnieje, to zamiast używać chemicznych środków ochrony wszczepia się gen uodparniający na tą pleśń. Skąd więc taki strach przed GMO. Ano stąd, ” że nie ma realnego dostępu do rzetelnych informacji poświęconych tej tematyce. Większość informacji i opinii wypowiadanych przez społeczeństwo opiera się na doniesieniach medialnych, które bardzo często są nierzetelne, nienaukowe – bo są to opinie potoczne – jak również na bardzo silnych kampaniach przeciw GMO. Aktualnie w Polsce nie ma żadnej kampanii informacyjnej – nie mówię o kampanii propagującej GMO, ale o informacyjnej – która by polegała na informowaniu społeczeństwa o tym, czym rzeczywiście jest GMO.”1
Mimo wszystko mam większe zaufanie do naukowców niż do tancerzy i piosenkarki.
Stanowisko Wydziału Nauk Biologicznych i Rolniczych PAN z 18 maja 2012 jest następujące :” Genetycznie modyfikowane organizmy są szansą na zwiększenie innowacyjności rolnictwa oraz sprzyjają rozwojowi gospodarczemu. GMO w rolnictwie przyczynia się do zwiększania produkcji, zmniejszeniu energochłonności i chemizacji rolnictwa oraz służą wytwarzaniu biomateriałów, leków oraz bioenergii. Naukowcy kolejny raz potwierdzają, iż modyfikacja genetyczna organizmów sama w sobie nie stwarza dodatkowego ryzyka dla zdrowia”.
Jeśli więc demonstracja miała na celu skierować uwagę rządzących na konieczność edukacji społeczeństwa o istocie GMO to ją popieram bo kampania dezinformacyjna w Polsce odnosi swój skutek. Ze słów Dody mniemam jednak, że nie chodziło o edukację i rzetelną informację. „Ludzie nie wiedzą czym jest GMO, ale są przeciwni tej technologii. Przeciwnikom GMO nie jest „na rękę” informowanie o GMO rzetelnie, od podstaw. Na swoich spotkaniach nie mówią czym jest GMO, nie starają się wyjaśnić na czym polega modyfikacja genetyczna”.2
Inżynier buduje mosty i drogi, nauczyciel uczy, piekarz piecze chleb. Każdy robi swoje, każdy stara się robić to dobrze.  Niech więc Herbuś tańczy, a Doda śpiewa.

Hari Seldon

1 – wypowiedź o opinii publicznej  doktorantki w Instytucie Biochemii Technicznej na Politechnice Łódzkiej  p. mgr Aleksandry Małyska na konferencji w sprawie GMO u Prezydenta RP w marcu 2012 r.
2 –
http://gmo.blog.polityka.pl/2012/03/20/czas-debat/

p.s.
Zdaję sobie sprawę z polaryzacji opinii w kwestii GMO. Znam opinie zwolenników i  przeciwników organizmów transgenicznych, w tym badania prof. Seraliniego. Zapraszam więc do dyskusji jednych i drugich.

Studenckie życie czyli „koło”.

Waldkowi spodobał sie tekst o Raju utraconym. Aby jeszcze chwilę pozostać w „klimacie studenckim”
wyszukał gdzieś w sieci taką oto historię…
Na Uniwersytecie Jagiellońskim było czterech studentów. Nawet nieźle sobie radzili
na różnych egzaminach i testach. Zbliżał się egzamin z chemii. Miał być w poniedziałek o 8.00.
Przed egzaminem zdecydowali poimprezować  u kolegów z uniwersytetu w Poznaniu.
Było super, ale zapili w weekend i jak zasnęli w niedzielę po południu, obudzili sie w poniedziałek koło 12.00.
Na egzamin oczywiście nie zdążyli więc postanowili oszukać Profesora.
Tłumaczyli się, że w weekend pojechali do kolegów na uniwersytet do Poznania,
aby pogłębić wiedzę i wymienić doświadczenia. Niestety w drodze powrotnej gdzieś w lasach złapali gumę,
nie mieli koła zapasowego i długo nie mogli znaleźć nikogo do pomocy.
Dlatego, niestety, przyjechali dopiero koło południa.
Profesor przemyślał to i mówi:
- OK, możecie przystąpić do egzaminu jutro rano.
Studenci byli bardzo zadowoleni że się udało tak łatwo Profesora „zabajerować”.
Pouczyli się jeszcze trochę w nocy i na drugi dzień rano przyszli na egzamin.
Profesor posadził ich w czterech osobnych pokojach, zamknął drzwi, a asystenci rozdali pytania.
Cały test był za 100 punktów. Na pierwszej stronie było zadanie za 5 punktów,
które wszyscy rozwiązali bez wysiłku.
Na drugiej stronie było tylko jedno pytanie za 95 punktów:
- „Które koło?”

Waldek & Agencja „Lekka Zdrapka”  Mrugnięcie okiem

 

Osobliwy przegląd wydarzeń tygodnia

Na brukselskim szczycie przywódcy państw UE ustalali ile miliardów  dostanie Polska. Polski rząd ubiegał się o 400 mld, polska opozycja zażądała 500 mld. Nie przyznano ani złotówki. Większość polityków i komentatorów wynik szczytu uznała jako sukces naszej dyplomacji.
Kolejny szczyt w przyszłym roku.

ABW poinformowała o zatrzymaniu Brunona K. pod zarzutem organizowania zamachu na Prezydenta RP i sejm. Podejrzany miał gromadzić broń, materiały wybuchowe i zorganizować grupę do przeprowadzenia zamachu. Grozi mu  do 5 lat więzienia! Czyli tyle ile dla kogoś kto bez zgody osoby uprawnionej uzyskuje cudzy program komputerowy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej…

Papież Benedykt XVI narobił sporego zamieszania publikując swoją książkę : „Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo”. Dał w niej do zrozumienia, że wiele wątpliwości wzbudzają takie zwyczaje, jak śpiewanie kolęd czy budowa szopek. Przypomniał też, że Jezus wcale nie urodził się 2012 lat temu, jak sądzi obecnie wiele osób, ale kilka lat wcześniej.
Święta Bożego Narodzenia w tym roku będą zagrożone?

W PSL poważne zmiany, Waldemar Pawlak przegrał walkę o przywództwo i jak twierdzą dobrze poinformowani wybiera się do Chin, jako biznesmen. Nowy prezes J. Piechociński panicznie boi się zostać wicepremierem!

Wprowadzenia matury z religii domagali się polscy biskupi w czasie ostatniej komisji wspólnej rządu i Episkopatu. Przestraszony Minister Administracji i Cyfryzacji Michał Boni (współprzewodniczący komisji wspólnej) zaniemówił z wrażenia. Głosu nie stracił były minister oświaty w rządzie Tadeusza Mazowieckiego i stwierdził: „Trudno robić maturę z wiary”. W sieci wrze…

Policji nareszcie udało się schwytać Katarzynę W.  Do tej pory cyrk z Katarzyną w roli głównej kosztował nas około 700 tys. zł. A to jeszcze nie koniec, bo śledztwo wciąż trwa, a proces nawet się jeszcze nie zaczął. Katarzyna W. to bardzo droga utrzymanka polskiego państwa!

Osiągnięcia naszych sportowców: Justyna Kowalczyk 27 na inaugurację Pucharu Świata, Kamil Stoch 30, Kubica znowu się rozbił – ucierpiał tylko samochód…

Hari Seldon

Kocham zakupy!

Przypominam sobie czasy nieboszczki „komuny”. Puste półki w sklepach i opryskliwe ekspedientki reagujące agresją na widok klienta. Teraz to coś innego. Pełne sklepy, kolorowe reklamy, mnóstwo towarów. Po prostu raj! Kupić można wszystko.
Nie bardzo się zmartwiłam gdy pękła mi umywalka. Jedynie perpektywa wydania kasy wprawiła mnie w lekkie zdenerwowanie, ale w końcu to nie problem -  w mojej miejscowości są sklepy i nawet market budowlany jest! Kupię coś w rozsądnej cenie!
Po co jechać daleko, najbliższe duże miasto z licznymi sklepami jest 100 km od naszej miejscowości, będziemy wspierać lokalny handel. Jedziemy (mąż mój i ja), najpierw do marketu. Wybieramy, grymasimy, ta droga, ta za mała, za duża, za kanciasta.. w końcu jest – wymiar pasuje, cena też. Acha, ale to zwrot, okazała się uszkodzona. Może jednak inna. Jest! Pasuje, oj, ta też wybrakowana.
- Bo wie pani – podpowiada pani z obsługi – One wszystkie są wybrakowane…
Robimy wielkie gały i idziemy do salonu łazienek. Ceny zwalają nas z nóg już przy wejściu. Ja chcę prostą umywalkę  z szafką, za nie wygórowaną cenę, nie za 2000.
Idziemy do kolejnego sklepu. Nawet jedna szafka pasuje, ale stoi  na wystawce jakieś 10 lat i trochę się zniszczyła. Kolejny  sklep. Na wyposażeniu nie ma  odpowiedniego towaru, ale zamówią, nie ma sprawy. Uprzejma pani dzwoni. Umywalki, którą wybraliśmy z katalogu już nie produkują. Może inny model, byle wymiar się zgadzał. Jakikolwiek, byle szafka biała. Nie mają. Trzeba czekać  jakieś dwa tygodnie. Może coś będzie. Jakie 2 tygodnie?! Mnie się woda w łazience leje przez dziurawą umywalkę! Kolejne dwa sklepy – na zamówienie, w sklepach nie ma za wiele towaru, kryzys jest., proszę państwa, kto mi to kupi? Ja kupię, od ręki, ale nie ma!!!
- Wiesz co – mówi mój mąż zrezygnowany – to ja pojadę do tego miasta (100 km od nas) i może coś znajdę…

Ręce opadają, jak za PRL-u! Świat wg Barei wciąż u nas istnieje – „kasza niedogotowana”. No cóż, żeby kupić umywalkę muszę poszukać jakiejś innej „zielonej wyspy”.

Kama

W sądach pełno jest michałków, które wywołują uśmiech i pytanie o powagę majestatu Rzeczypospolitej – pisze „Rzeczpospolita”. Przykładem jest spór o koguta wartego 25 złotych, który zajmuje zamojską Temidę już kilkanaście miesięcy.
Ktoś uznał, że ukradziono mu kurę (o przepraszam – koguta), sąd w imieniu Rzeczypospolitej ustalił, że zwierzę ukradziono i skazał złodziejkę na 100 zł grzywny. Zaangażowany w sprawie biegły wyliczył, że na ustalenie wartości koguta poświęcił dziesięć godzin, z czego cztery zajęło mu pisanie opinii. Zainkasował za to 318 zł. Po apelacji Sąd Okręgowy nakazał powtórzenie procesu i zasugerował niższej instancji przeprowadzenie dowodu … z oględzin kurnika.
Zapracowany sąd nie zajmował się tylko kurami. Na wokandzie pojawiła się sprawa o użądlenie przez pszczołę. Zdawałoby się, że pszczoła żądli i kąsa kiedy chce. Ale w Polsce nie ma wyodrębnionych przepisów regulujących gospodarkę pasieczną. W efekcie sąd, rozpatrując skargę o użądlenie przez pszczołę, musiał sięgnąć do przepisów wydanych jeszcze przez zarządy byłych państw zaborczych, m. in. do patentu cesarzowej Marii Teresy z 1775 r. i przepisów wydanych przez cesarza Franciszka Józefa aby wydać sprawiedliwy wyrok.
To też nie wszystko. Sędziom zdarzało się już zarządzać sekcję zwłok kota (podejrzenie otrucia), pytać medyków, ile kosztują antybiotyki (aby ustalić koszt leczenia gęsi uderzonej kijem) lub też rozstrzygać, czy pies rottweiler nie lubi psa pekińczyka i który z nich wszczyna burdy na spacerze. Aż trzy składy orzekające przez wiele miesięcy wyjaśniały, czy mężczyzna zabił z wiatrówki wiewiórkę, skoro nie znaleziono trupa.
Prokuratura też nie próżnuje. Jest zawalona robotą. Jaką? A proszę bardzo.
Prokuratura na wniosek Policji w Grodzisku Wlkp. postawiła przed sądem użytkowników ogródków działkowych za przestępstwo naruszające prawo o przeciwdziałaniu narkomanii. Oto formalne zarzuty:
-   na działce u rencistki Elżbiety W., ujawniono uprawę maku o pow. 0,25 m2 (jeden krzak),
-   u emerytki Haliny P., także 0,25 m2 uprawy maku (jeden krzak),
-   u emerytki Joanny P. taka uprawę odkryto na pow. 0,09 m2 (jeden krzak),
-   u prezeski ogrodów działkowych Teresy F. takąż uprawę odkryto na pow. 1 m2 (dwa krzaki).
Zadziwiające, że policja pomyliła gatunki roślin maku polnego (chwastu) z makiem lekarskim – morfinodajnym. No trudno – nikt nie jest doskonały! Dodajmy do tego sprawę Kory Jackowskiej za skręta marihuany, z resztą to chodziło jej psa.
No dobrze, czepiam się  sądów o  walkę z „narkomanią”. Jestem „czepliwy” i szukam dziury w całym. Są jednak inne, tak ważne sprawy, że sądy nie mogą być obojętne. No to proszę, kolejne „cukiereczki”.
Niepełnosprawne umysłowo dziecko z rodzicami na zakupach w supermarkecie wzięło butelkę napoju w rękę i po odłączeniu się od nich chciało samo wyjść ze sklepu. DZIELNA OCHRONA zatrzymała BANDYTĘ i oczywiście zaraz wezwała Policję, choć rodzice  natychmiast wyjaśnili sprawę i zadeklarowali, że przecież oni za to zapłacą, sprawa trafiła do sądu. Sąd  sprawę umorzył. Koszty? Czas? Bez komentarza…
9 – latek jadąc rowerem po chodniku zderzył się z drugim rowerzystą, który w rezultacie upadku doznał rozcięcia wargi. Sprawa trafiła do sądu. Żeby było śmieszniej sąd przeprowadził wywiad w terminie natychmiastowym, jak by to była sprawa zagrożenia życia lub zdrowia. Chłopiec ze strachem dopytywał się, czy on albo rodzice nie trafia za to do więzienia.
Dziewczynka potrącona przez samochód. Sprawca uciekł, ona sama mało nie zmarła. Dzielni nasi stróże prawa przesłuchali ją po MIESIĄCU! A ponieważ nie byli w stanie znaleźć sprawcy to wystosowali do Sądu wniosek o ukaranie jej, ponieważ jechała lewą stroną jezdni. Samochód jechał w tym samym kierunku co ona, musiał więc zjechać na lewy pas żeby ją uderzyć.
Nie doszukujmy się więc drugiego dna mówiąc o pracy wymiaru sprawiedliwości. Oni ciężko pracują, maję tak wiele trudnych spraw do rozstrzygnięcia.
Można, oczywiście zadać pytanie: Dlaczego sąd jest taki nierychliwy w stosunku do szefa Amber Gold ? Odpowiedź jest prosta : Marcin P. Nie uprawiał ani jednego krzaka morfinodajnego maku. On tylko zabierał pieniądze tym, którzy mu uwierzyli!

Wszystkie przypadki wymienione w tym wpisie pochodzą z prasy i Internetu. Nie wszystkie mogą być zweryfikowane. Myślę, że wystarczy jeden zweryfikowany  aby poważnie zastanowić się nad powagą wymiaru sprawiedliwości.
Domniemane przypadki z sal sądowych nie wiem czy prawdziwe ale zabawne:
prokurator: Przypomina sobie pan, o której zaczął pan autopsję?
biegły: Autopsję zacząłem o godzinie 8:30.
prokurator: Czy pan X był wtedy martwy?
biegły: Nie, siedział na stole i dziwił się, dlaczego dokonuję na nim autopsji.

prokurator: Panie doktorze, zanim rozpoczął pan autopsję Iksińskiego, zbadał pan puls?
biegły: Nie.
prokurator: Zmierzył pan ciśnienie?
biegły: Nie.
prokurator: Sprawdził pan oddech?
biegły: Nie.
prokurator.: A wiec jest możliwe, że pacjent jeszcze żył, kiedy dokonywał pan autopsji?                                                                                                                                                                                    biegły.: Nie.
prokurator: Jak może być pan tak pewny, panie doktorze?
biegły: Ponieważ jego mózg stał w słoju na moim stole.
prokurator: Ale czy pomimo to mogło być możliwe, że pacjent był jeszcze przy życiu?
biegły: Tak, było możliwe, że jeszcze żył i praktykował gdzieś jako prokutator.

Hari Seldon

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2018 panoptikum-blogosobliwosci Design by SRS Solutions

  • RSS