Wpisy z okresu: 11.2013

Miałem wczoraj ze znajomym spotkanie w sprawach zawodowych.
Popijam sobie kawę i czekam.
Obok, przy sąsiednim stoliku, siedzą dwie dziewczyny, młode, ładne, chyba studentki.
Zawzięcie dyskutują o trendach modowych.
Słyszę, że jest problem, w czym iść na „Andrzejki”.
Dziewczyny komentują to co znalazły na blogach „szafiarek”, w sieci.
Oceniają „look” zaprezentowany przez Kasię Tusk.
- Wiesz, kreacja jest w porządku, ale drażni mnie ten tytuł jej posta,
po angielsku. Do tego wyoraź sobie, że jeszcze na koniec napisała: „I voilà!”
- A co nie wiesz co to znaczy? – spytała ta druga.
- No nie - wiem przecież – to tak jakby „gotowe”.
- No właśnie Marta, jak skończysz robić loda to spokojnie możesz mówić voilà!
Ale jazda! Człowiek uczy się całe życie, nawet podsłuchując cudze rozmowy, mimo woli…

(Turkus)  http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:    

 

Ot, codzienność

      Najpierw coś na temat alkoholu – ściślej – jego kupna. Od pewnego czasu, o ile mi wiadomo, za alkohol można płacić w KAŻDEJ kasie. Tak myślałam. Aż do wczoraj.
Okazuje się, że w moim mieście, robiąc zakupy w Intermarche, nie mogę tego uczynić, gdyż kierownik sklepu zarządził inaczej. I już. Zapłatę mogę uiścić tylko i wyłącznie na stoisku alkoholowym, które, nadmieniam, nie ma taśmy, nie ma gdzie wyłożyć zakupów, ewentualnie można trzymać je w zębach. Panie kasjerki, mimo szczerych chęci skasować winka nie chciały, uśmiechały się jedynie przepraszająco ( w końcu się znamy, to małe miasto).
- Naprawdę nie możemy, kierownik już nas obsztorcował za samowolkę.
- A przepisy? – wysunęłam śmiały argument.
- Kierownik i tak zabronił –  tłumaczyły speszone.
- Ale na stoisku alkoholowym nikogo nie ma! – zaczęło mnie ponosić.
- Tak, tak, już wołamy! –  jedna z kobiet popędziła po koleżankę z alkoholowego.
- Więcej do was nie przyjdę – huknęłam obrażona. Po czym udałam się na stoisko alkoholowe z wypchanym koszykiem i jednym winem.
Gdy wychodziłam  jedna z pań kasjerek uśmiechnęła się i zagadnęła:
- Pani Kamilo, ale do mnie pani przyjdzie, co?
- Do pani przyjdę, ale może przy okazji pójdę z awanturą do kierownika?
- Oj, lepiej nie, to i tak odbije się nas…
Poszłam sobie, ale decyzji o awanturze nie porzuciłam. Albo męża poproszę, on bywa bardziej przekonujący. Ot, codzienność…
Mam koleżankę (dusza człowiek, naprawdę) uczącą klasę pierwszą podstawówki. Ostatnio wygląda coraz gorzej. Jakoś tak szaro, smętnie, Życie jej  nie cieszy. Pytam ją:
- Agnieszka, co się dzieje? Marniejesz w oczach!
Machnęła ręką z rezygnacją:
- Kochana! Ta klasa mnie wykończy. A dzisiaj jeden z sześciolatków…
Historia mnie rozbawiła, koleżanka na takową nie wyglądała. No cóż, sześciolatek oświadczył na lekcji, że nic robić nie będzie, bo  szkole (tak mu w zerówce obiecywano) będzie tylko zabawa. Nie nauka. Kiedy pani tłumaczyła mu , że jest i nauka, i zabawa dziecko wrzasnęło:
- Osustka! Osustka! Kłamcucha! Po czym chłopię panią opluło i zaczęło młocić piąstkami tam gdzie sięgnęło – czyli po brzuchu. Na tym poprzestanę. Ot, codzienność. Pozdrawiam!

Kama 
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Przybiegł do mnie zdyszany redaktor Waldek ze współpracującej z naszym blogiem, Agencji „Lepka Zdrapka”
i wykrzyczał:
- Masakrycznie jest a może być jeszcze gorzej!
- Waldek, o co Ci chodzi?, spytałem.
- Nie wiesz?  – A jakiego linka dodałeś na naszym blogu 20 listopada 2012 roku?
Powiem Ci, utwór „Catch The Rainbow” dodałeś, czyli „złapać tęczę”- a wiesz jak to dzisiaj źle pachnie.
- Stary, spoko, odparłem, kto by mnie tam tego, przecież ja mam żonę i dziecko.
- Ale ja ku..wa nie mam, odpowiedział roztrzęsiony Waldek. Czas jest niepewny. Dzisiaj rano,  syn sąsiadki,
taki z grubym karkiem, tak się na mnie patrzył,  że dla własnego bezpieczeństwa nagrywam naszą rozmowę.
- Waldek, daj spokój. To, że na ich koncertach, ponad sceną, świeciła ogromna tęcza nic nie znaczy.
Chyba nie sądzisz, że Richie Blackmore utożsamiał się z LGBT
- ruchem lesbijek, gejów, osób biseksualnych i transpłciowych.
- Po co to było! – Nie dawał za wygraną Waldek. Co innego trzeba było zaproponować.
Nie musiałbym się teraz tak denerwować.
- Waldek, przecież sam mówiłeś, że lubisz tęczę jak pokazuje się na niebie, po deszczu.
- Jaka tęcza! mogę przysiąc – to Księżyc, jak był w pełni, mi się podobał.
- Dobra, niech będzie Księżyc, zgodziłem się z Waldkiem, w obawie, że za chwilę,
będzie miał ciężej w spodniach.
Dla uspokojenia atmosfery, zaproponowałem drinka, pod warunkiem jednak, że wyłączy dyktafon w smartfonie.
Opatrzność nade mną czuwała, gdyż Waldek przyjął bez zwłoki obydwie propozycje.
Inaczej nie wiem co by dalej było…
Po kilku kolejkach Waldek nagle nabrał odwagi.
- Mogą nam skoczyć, Turkus! – Możesz linkować co tam chcesz, nawet dyskografię „Bayer Full”
- ja Redaktor Waldek z Agencji „Lepka Zdrapka” Ci to mówię.
Z wrażenia wypiłem wszystko co miałem w szklance. Jak umysły rozjaśniały nam ostatecznie,
doszliśmy obaj z Waldkiem do wniosku, że Blackmore, chociaż to słynny gitarzysta - jako Lider „Rainbow”,
w naszym kraju nie miałby lekko i zdecydowanie dobrze się stało, że swój zespół rozwiązał w 1997 roku.,
bo gdyby tak przyjechał teraz grać do Polski, to „narodowcy” spaliliby scenę i rozpędziliby mu koncert.

(Turkus) 
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

relaks:



Ludzie omamieni darmowymi biletami na występy znanych kabareciarzy wychodzili z imprezy zadłużeni. Niektórzy nawet na 13 tys. złotych!
Organizator występów, Firma Eco-Vital,  zatrudniała m.in. Jerzego Kryszaka, Cezarego Pazurę i Andrzeja Grabowskiego. Darmowe zaproszenia firma oferowała przez telefon lub przed supermarketami.
Tak naprawdę występy kabareciarzy były tylko przykrywką do sprzedaży „supergarnków”. Jeden z poszkodowanych dostał bilety na kabaretowy występ Andrzeja Grabowskiego i prośbę, by zjawił się godzinę wcześniej na pokaz kulinarny. Zamiast występu Kiepskiego obejrzał inny kabaret: dwugodzinną sesję sprzedaży garnków. 12999 zł za komplet!
Gdy przybył na występ, hostessa Eco-Vital zaprowadziła go na pokaz garnków.
 „Zostaliśmy podstępnie i podle oszukani. Pokaz przedłużył się do godz. 17, a występu pana Grabowskiego dalej nie było. Organizatorzy w natarczywy sposób zachęcali do kupna produktów oferowanych przez firmę. Osoby, które kupiły garnki, otrzymały w prezencie VIP-owskie bilety upoważniające do zajęcia miejsc w pierwszym rzędzie na spektaklu” – opowiedział amator kabaretu.
W prasie opisano mnóstwo przypadków naciągania na zakupy. „Dziennik Łódzki” opisał historię 47-letniej pani Urszuli. Chorą psychicznie kobietę przedstawiciele firmy namówili do zakupu patelni za 2,9 tys. zł.
„Ekspress Ilustrowany” opisał historię pani Heleny, która zauroczona widokiem skwierczącego na patelni kurczaka otrzymała ją w „prezencie” od firmy. Musiała tylko podpisać dokumenty. Nie miała dowodu osobistego, więc pracownik firmy zawiózł ją do domu. Podpisała umowę na masce samochodu, a później okazało się, że musi zapłacić 1,6 tys. zł.
We wrześniu „Fakt.pl” opublikował wywiad ze skruszonym sprzedawcą Eco-Vitalu:
Zasada jest taka: kupuje się bazę numerów telefonów starszych ludzi. Potem przedstawicielki firmy dzwonią do tych osób i zapraszają na występ kabaretowy jednego z czterech artystów: Andrzeja Grabowskiego, Jerzego Kryszaka, Cezarego Pazury lub Piotra Bałtroczyka. Za weekend pracy taki artysta dostaje podobno 50 000 zł. Występ jest całkiem za darmo (…) Jedynym warunkiem udziału w nim jest uczestnictwo przed występem w „pokazie kulinarnym”. I to tam odbywa się cała manipulacja i oszustwo. Firmie i tak się opłaca, bo w tym czasie ma obrót około 2 milionów złotych! „Widzowie” wchodzą do kilku sal i tam robi im się pranie mózgu. By pokazać, jak cudowne to są garnki, stosujemy kilka tych sztuczek…
Niezły kabaret.
Ja kupiłem w sklepie garnek za 47 zł. i patelnię za 79 zł. Jestem bardzo zadowolony, zakupione produkty są świetne. W dodatku nie musiałem oglądać kabareciarzy.

Firma Eco-Vital, która zatrudniała m.in. Jerzego Kryszaka, Cezarego Pazurę i Andrzeja Grabowskiego, została ukarana przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów za niedozwolone zapisy w umowach z klientami.

Hari Seldon 
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

Poeta Jarosław Marek Rymkiewicz napisał wiersz. Zwyczajna rzecz, poeta pisze wiersz – taką ma pracę. To nie jest jednak zwyczajna poezja. Widzimy jak rodzi się nowy gatunek literacki – poezja „okołosmoleńska”. Poeta pisze o „krwi na białych rękawiczkach Tuska” i o tej „zmywanej szlauchem o świtaniu” z foteli tupolewa.
Poczytajmy:
Krew rozlepiona na afiszach
Krew na chodnikach i na ścianach
Krew – jak poranna wtedy cisza
Krew – czarne plamy na ekranach

Krew na kamiennych szarych płytach
Na białych rękawiczkach Tuska
Krew która o nic was nie pyta
Krew jak złamana w sadzie brzózka

I jak na polach polne maki
I nad polami białe chmury
Jak narodowi dane znaki
Oni wznosili się do góry

Krew na fotelach tupolewa
Zmywana szlauchem o świtaniu
Jeszcze wam ona pieśń zaśpiewa
To będzie pieśń o zmartwychwstaniu

Zachwycające rymy – Tuska/brzózka, tupolewa/zaśpiewa i świeżość metafor – „Krew jak złamana w sadzie brzózka”. Szczególnie dużo jest krwi, stąd pewnie tytuł. Wiersz wprost nią ocieka. Autora zapewne zainspirowały treści literatury wampirycznej.
Zastanawiający jest motyw brzózki. Czy to poetycka metafora, czy stwierdzenie faktu? Pytam, bo „ekspert” Macierewicz autorytatywnie stwierdził, że żadnej brzozy nie było.
Jak bumerang powraca pytanie ze szkolnych czasów – co autor chciał powiedzieć? Zaniepokoiły mnie czarne plamy na ekranach. To odniesienie do telewizji publicznej?
Poeta nie uniknął politycznych wątków. Premier w białych, zakrwawionych rękawiczkach, rządowy samolot i znaki dla narodu. Inspirujące!
Poeta kończy optymistycznie: Zmyta szlauchem (jakie to poetyckie!) krew zaśpiewa.
Podobnie jak kiedyś w szkole, mam problem z analizą wiersza. Nie wiem czy lepiej sprawnie rymować, czy też poprawnie rozumować?
Poeta mieszka w Milanówku. Stamtąd podobno blisko do Tworek…

Hari Seldon
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:


Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 panoptikum-blogosobliwosci Design by SRS Solutions

  • RSS