Wpisy z okresu: 2.2014

Kamil Stoch nie daje się wciągnąć w nieczyste gierki polityków. Po prezentacji swojego kasku z lotniczą szachownicą, wszystkowiedzący Antoni Macierewicz ogłosił, że szachownica na kasku Stocha to hołd oddany ofiarom smoleńskiej katastrofy. Wczoraj nasz mistrz sprowadził posła na ziemię.  Skijumping.pl opublikował wywiad z Kamilem.

Skijumping.pl:

„Ty się odcinasz i skupiasz na sporcie, ale jednak stałeś się osobą której nazwisko niektórzy ludzie próbują wykorzystać do własnych celów. Twoja sława już na dobre i daleko wykroczyła poza świat skoków czy nawet sportu. Jeden z polityków stwierdził publicznie, że Twoja szachownica była „hołdem dla poległych w Smoleńsku”…

Kamil Stoch:

„Nie komentuję tego. Powiem tylko tyle, że w wielu wywiadach mówiłem o moim kasku – skąd wziął się pomysł, co oznacza szachownica i co ma wyrażać ten symbol. Trzeba posłuchać co mówiłem i nie wymyślać swoich własnych interpretacji.”

Brawo Kamil, nic dodać, nic ująć. Obawiam się tylko, że już wkrótce ten sam poseł może ogłosić Stocha zaprzańcem i zdrajcą. Jak każdego, kto się z nim nie zgadza.

Hari Seldon
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Nasi olimpijczycy powrócili w glorii sukcesu. Część publicystów analizuje występy sportowców. Uczynił to także Jakub Kowalski na łamach „Rzeczpospolitej” w artykule „Z Soczi do Smoleńska”.
Czegoś tak głupiego nie czytałem od lat. Publicysta przekonywał, że Stoch zawdzięcza swój sukces wierze. Według Kowalskiego Stoch to „prawdziwy” Polak, bo charyzmatyczny katolik. Żegna się przed skokiem, chodzi do kościoła i odmawia różaniec. No i jeszcze pamięta Jana Pawła II w 1997r. pod Wielką Krokwią.
Stoch to ten dobry. Złym jest Adam Małysz, bo… luteranin! Kowalski ujął to tak:

„I jakaż to miła odmiana po Adamie Małyszu, luteraninie bez charyzmy, którego wiara nigdy nie pchała do zwierzeń. O polityce też raczej nie mówił, aż do czasu, gdy niedawno wypalił, że jest już zmęczony ciągłymi wyjaśnieniami przyczyn katastrofy w Smoleńsku i szukaniem winnych; to dla niego śmieszne, że Jarosław Kaczyński kwiaty składa w Warszawie pod Pałacem Prezydenckim, a nie w Krakowie, bo przecież jego brat i bratowa leżą na Wawelu; ale najbardziej niezrozumiałe jest zachowanie Marty Kaczyńskiej, która nie chciała pochować rodziców bliżej siebie, no i jak ma teraz odwiedzać ich grób?”

Natychmiast też skarcił Małysza:

„Panie Adamie, niech pan lepiej wróci na trasę rajdu. Swoją drogą, jego uwielbienie brało się właśnie z tego, że – oprócz wielkich zwycięstw – ujmował przezroczystością i zamiast o sprawach ważnych gaworzył o wiaterku pod nartami i bułkach z bananem.”

To teraz rozumiem. Dobry sportowiec jest katolikiem, kocha Kaczyńskiego i wierzy w zamach smoleński. Autor bez ogródek sugeruje, że lotnicza szachownica na kasku Stocha jest hołdem dla jakże wspaniałego polskiego pilota Arkadiusza Protasiuka.
Kowalski już wszystko wie. Teraz Stoch będzie miał ciężko. Po powrocie do kraju będzie atakowany pytaniami o Smoleńsk i prześladowany za wiarę i patriotyzm.
Publicysta rozwiązał wreszcie zagadkę, dlaczego Małyszowi nigdy nie udało się zdobyć złota olimpijskiego.

Zastanawiam się co pan Kowalski bierze? Jeśli coś zażył to na pewno nie skonsultował tego z lekarzem lub farmaceutą.
Panu Kowalskiemu zalecałbym ostrożność w takiej religijnej segregacji sportowców. Wystarczy spojrzeć na medalową tabelę. Wygrali Rosjanie – prawosławni. Za nimi Norwegowie – luteranie, dalej Kanadyjczycy i Amerykanie – protestanci, potem Holendrzy, pewnie kalwini…
Kamilowi Stochowi wiara nie przeszkadza uprawiać sportu. Panu Kowalskiemu w pisaniu przeszkadza jak najbardziej.

Hari Seldon
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

Spowodowanie wypadku pod wpływem alkoholu może wydawać się poważnym przestępstwem. Tym bardziej jeśli sprawca działa w warunkach recydywy. Sprawa tylko z pozoru robi wrażenie. Wygląda na to, że w polskiej rzeczywistości to błahostka. Przy okazji dostarcza medialnej rozrywki i obnaża wymiar sprawiedliwości.
Polacy kochają seriale. Dobrze o tym wiedzą media. Po „Klanie”, „Złotopolskich” i matce Madzi z Sosnowca, teraz raczą nas serialem o przygodach Izabelli C. To dobra satyra na władzę, policję, meandry prawa i sądy. Bohaterka tej „telenoweli” sprytnie porusza się w świecie pieniędzy, urzędniczej niekompetencji i niemożności. Być może dla „szarego” obywatela,  stanie się wzorem postępowania z nieprzyjaznymi urzędasami.
31-letnia Izabella C. rozbiła swojego Mercedesa w grudniu br. roku. Wjechała na rondo Dmowskiego przy czerwonym świetle, uderzyła w inny samochód, a następnie przebiła barierkę i wpadła na schody przejścia podziemnego. Z auta wydostała się przez szyberdach. Była pijana. Miała promil alkoholu w organizmie. Wcześniej zatrzymano ją za… jazdę w stanie nietrzeźwym i nie było sposobu na pozbawienie jej prawa jazdy.
Sprawą zajął się sąd. Tak rozpoczął się serial.
W pierwszym odcinku sąd odebrał oskarżonej paszport i zakazał opuszczania kraju. Niewzruszona Izabella skwitowała to słowami:

„To mocno koliduje z moimi planami na święta. (…)Jest okres świąteczny i ja nie jestem egoistycznym człowiekiem, żeby sama spędzać święta. Możecie mi zabrać prawo jazdy, ale zdecydowanie nie paszport.”

W drugim odcinku Izabella C., zgodnie z postanowieniem sądu, miała systematycznie zgłaszać się na policję w ramach dozoru. Nie stawiła się ani razu. Rezolutnie wyjaśniła, że  nie wie, gdzie ma się zgłosić, bo… „oficjalnie nie ma skąd się tego dowiedzieć”.
Nikt nie przysłał jej odpisu postanowienia sądu z adresem komisariatu, na który ma się stawić! Paniusia w d…. ma prawo, sąd też.
W najnowszym odcinku obrońca Izabelli C. starał się, by nie musiała ona meldować się na komisariacie oraz by odzyskała paszport. Zaproponował kaucję w wysokości 10 tysięcy złotych.  Sędzia był nawet skłonny przychylić się do prośby adwokata. Tutaj do akcji wkracza oskarżona. Jak opisuje GW”, spóźniona wpadła na salę sądową i tłumaczyła to tym, że „od kilku dni ma problem z zamówieniem taksówki i wyjściem z domu”. Wyjaśniła, że na kaucję nie ma pieniędzy, bo nie ma środków do życia:

„Mam tylko tyle, ile da mi mąż, który mnie wspiera. Ja nie mam gdzie żyć”

Przy okazji poskarżyła się na warunki mieszkaniowe, bo „mieszka w skandalicznych warunkach” – czyli wynajmowanym apartamencie na warszawskiej Woli.
Jednym słowem mąż o nią nie dba. Co prawda miała ekskluzywnego Mercedesa, mieszka w apartamencie, ale nie ma za co żyć!
W tej sytuacji sąd jak najszybciej powinien zająć się mężem…

Dziwne jest nasze państwo. Błyskawicznie reaguje w sprawie kradzieży batonika za 99 groszy, z zajadłością ściga bezdomnego za rzekomą obrazę prezydenta, a nie potrafi poradzić sobie z piratem drogowym. Wystarczy adwokat, by z przestępcy uczynić zaniedbywaną, nieszczęśliwą żonę. To tylko kwestia kasy.
Serial trwa.

Hari Seldon
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

Różni „eksperci” udowadniali niedawno, że sterydy przyjmowane
przez norweskie „astmatyczki”, w biegach narciarskich, nie mają
żadnego wpływu na końcowy wynik. Jeden z internautów chorych
na astmę, ze zdziwieniem zauważył: „z pewnością mogę powiedzieć,
iż tak biec,
z tą chorobą, jest niemożliwością. Biorę te same leki
co Bjoergen
i gdybym przebiegł jej tempem choć kilometr, to nie wiem
czy później,
byłby jeszcze sens mnie reanimować”. Wniosek z tego jest taki,
że gdyby Norweżki były naprawdę chore – to by się udusiły już dawno temu.
Seldon napisał, w poprzednim wpisie, że Zbigniew Bródka był bohaterem
pozytywnym. 
Ale tak różowo to nie jest!
Mus napisać o tym, że nasz panczenista – mistrz olimpijski na 1500 m, jest  bohaterem, tyle, że ”negatywnym”.
Okazuje się, że chociaż był pierwszy, to jednak przegrał !
Zbyszek Bródka, podczas biegu, jak to wykryli ” słuszni eksperci”, miał  mniejsze przyciąganie ziemskie.
Dzięki temu, odpowiednio mniej się męczył. To nawet byłoby do wytłumaczenia, bo Bródka musiał sobie jakoś
zrekompensować, brak środków na przygotowanie do olimpiady, ponieważ „ministra” od sportu – Pani Mucha,
kiedy jeszcze rządziła, obcięła dotację ministerstwa dla łyżwiarzy szybkich. W wyniku tego zabiegu, nasz
przyszły mistrz olimpijski zmuszony był kwestować, czyli prosić o wsparcie dobrych ludzi, w internecie.
Pisze się też o tym, że w wyniku wykorzystania czynów zabronionych, Bródka „korupcyjnie” wylosował tor.
W efekcie stał bliżej o 4 metry od głośnika, z którego dobiegał sygnał od startera. Skrupulatnie wyliczono,
że „prędkość dźwięku przy temperaturze 10 stopni Celsjusza, to 338 metrów na sekundę. Zatem przemierzenie
czterech metrów zajmuje około 0,011 sekundy. Zawodnik na wewnętrznym torze jest więc w gorszej sytuacji
- zawyrokował „specjalista” od pomiaru czasu z Holandii. Tym samym dał do zrozumienia, że Bródka
był od Holendra Verweija minimalnie wolniejszy. Te i podobne informacje są na portalach, w sieci.
Tak po głębokim namyśle sądzę, że gdyby to wszystko przewidział holenderski sztab szkoleniowy, można by,
na przykład, przed olimpiadą, wszczepić do ucha pokonanego („niesłusznie” jak się okazuje) zawodnika,
implant psiego ucha wewnętrznego. Jak powszechnie wiadomo, pies słuch ma 1000 razy czulszy od człowieka.
W takiej sytuacji, zanim Polak zareagowałby na starcie, to  holenderski zawodnik byłby już mocno z przodu.
A przecież o to chodziło! Albo można by też zrobić tak, że sędziowie, na początku zawodów, aby uniknąć
sporów, kolegialnie wytypowaliby medalową trójkę, czyli Holendrów. Następnie zawodnicy ci, stanęliby
na jednym torze, na tym, na którym lepiej słychać dźwięk z głośnika i wystartowaliby jednocześnie.
Może wtedy byłoby jakoś sprawiedliwiej? A może wreszcie byłoby jednak lepiej, gdyby działacze MKOL,
przed olimpiadą, po prostu sami wytypowali Holendrów jako zwycięzców, a medale rozdaliby
korespondencyjnie?  Taki Koen Verweij kliknąłby sobie do skrzynki mailowej i już by wiedział, że został
olimpijskim mistrzem! Tak czy siak, na przyszłość, coś trzeba z tym zrobić, żeby tzw. „pewniacy”,
jak właśnie Koen Verweij, nie czuli się oszukani przez gościa, który zamiast na lodzie – trenował
gdzieś na klepisku. Stare, uniwersalne porzekadło, pomimo, że rodem z naszego a nie holenderskiego
podwórka, mówi: „Chwała mam i naszym kolegom, ch..je precz!”
- i chociaż było to polityczne credo, to do sportu zaczyna pasować jak najbardziej.

(Turkus) 
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:   

O trzy tysięczne sekundy wygrał Zbigniew Bródka i zdobył złoty medal w łyżwiarstwie szybkim na igrzyskach olimpijskich w Soczi!
To sensacja. Fachowcy po cichu liczyli na medal, ale o złocie chyba nikt nie myślał. Nasz panczenista utarł nosa dumnym Holendrom, którzy do tej pory wygrywali wszystko.
Komentujący zawody Piotr Dębowski, rozemocjonowany wykrzyczał do mikrofonu:

Panie prezydencie, panie premierze, panie posłanki i panowie posłowie – zbudujcie polskim łyżwiarzom tor w Polsce!

Słuszny apel. Amerykanie, Niemcy, Koreańczycy i inne sportowe potęgi najpierw budują infrastrukturę, przygotowują sztaby treningowe, selekcjonują utalentowanych zawodników i pracują w pocie czoła na medalowe efekty. U nas, nie wiadomo dlaczego wszystko odwrotnie. Jak to się mówi od d… strony. Mało kto wie, że łyżwiarze szybcy w Polsce nie mają gdzie jeździć! Trenują w Holandii, w Niemczech, itp.
Podobnie było ze skokami narciarskimi. Była sfatygowana Wielka Krokiew w Zakopanem i kilka zapomnianych, walących się skoczni. Po sukcesach Małysza, w przypływie narodowej dumy znalazły się pieniądze między innymi na piękną skocznię w Wiśle, a skocznia w Zakopanem błyszczy pośród innych. Po sukcesach Justyny Kowalczyk przystosowano narciarskie trasy w Szklarskiej Porębie do światowych standardów.
Zbigniew Bródka rozpoczynał treningi w sali gimnastycznej, gdzie jeździł w wełnianych skarpetach po klepkach parkietu, imitując ruchy łyżwiarza. Zimą trener wylewał wiadrami wodę na asfalt, by zawodnik miał lód!

Może te trzy tysięczne wstrząsną politykami, którzy wreszcie zdecydują o budowie toru łyżwiarskiego dla polskich panczenistów. Na razie prześcigają się w pomysłach na zdobycie poparcia przed wyborami, a ramach tych zabiegów wydają z budżetu pieniądze. Między innymi na świątynię, której od 200 lat nie udaje się dokończyć. Buduje się pomniki, obeliski, urządza gabinety i obiecuje gruszki na wierzbie.
Wczoraj pisałem jak MSZ chce prowadzić kampanię pokazującą polskie sukcesy – wydać miliony, zatrudnić prywatną firmę za pieniądze podatników i czekać nie wiadomo na co.
Już dzisiaj widać jakie znaczenie mają sukcesy naszych sportowców. To najlepsza kampania reklamowa dla Polski.

Hari Seldon
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Emeryci niecierpliwie czekają na marzec. Będzie rewaloryzacja emerytur!
Resort pracy nie podał jeszcze oficjalnego wskaźnika o jaki zostaną zwaloryzowane świadczenia emerytów i rencistów, ale można wyliczyć je w oparciu o dane GUS. Wyniesie on 1,6 proc. To znaczy, że osoby otrzymujące 1000 zł emerytury otrzymają ok. 16 zł podwyżki, ci którzy mają dwa razy więcej, wzbogacą się o ok. 35 zł. Średnio podwyżka wyniesie 32-35 zł. Rok temu średnia podwyżka wyniosła 71 zł.
Dla ministra Kosiniaka-Kamysza wizja „bogactwa” emerytów jest nie do przyjęcia. Już kombinuje jak ograniczyć emeryckie El Dorado.
Domaga się wprowadzenia podwyżki kwotowej, bo zyskują na niej osoby z najniższymi świadczeniami. Jednym słowem chce zabrać „bogatym” by ulżyć biednym. Nieważne, że waloryzacja kwotowa jest niezgodna z konstytucją. Władza troszczy się o biednych więc im da. Skąd weźmie? Od tych co mają! Najlepiej okraść jednych, aby dać drugim.
Pieniędzy na rewaloryzację nie ma , a tymczasem…

Ministerstwo Spraw Zagranicznych planuje przeprowadzić kampanię pokazującą polskie sukcesy. Koszt – 2 000 000 złotych. Te pieniądze dostanie prywatna firma, bo licząca 17 osób Biuro Rzecznika Prasowego MSZ nie jest w stanie samo zorganizować kampanii , która  „wymaga wsparcia profesjonalnego partnera„.
W urzędach skarbowych w ubiegłym roku rząd przyznał łącznie ponad 19 mln zł nagród.Na przykład urzędnicy Urzędu Skarbowego w Gdańsku otrzymali w zeszłym roku ponad milion zł. Rok wcześniej „tylko” 440 tysięcy złotych. Podobnie było w Szczecinie, Opolu, Zielonej Górze i Łodzi. Dwukrotnie więcej było w Krakowie, Katowicach i w Lublinie. We Wrocławiu, w przeliczeniu na osobę, nagroda wyniosła 12 200 zł.

90 000 zł na gabinet pani dyrektor łódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia i kuchnię dla urzędników. Prasa podała, że koszt przekroczył ustawowe 14 tys.euro. Mimo tego urząd nie przeprowadził przetargu, gdyż podzielił inwestycję na trzy części. Przy okazji zakupiono między innymi zestaw hi-fi, włoski żyrandol oraz oświetlenie za ok. 8 000 zł. Urzędnicy z rozbrajającą szczerością  uważają, że:

„być może można było zrobić to taniej, ale wydając publiczne pieniądze, jesteśmy przekonani, że byłaby to pozorna oszczędność. Publiczne pieniądze wydaliśmy na to, co trwałe i dobrej jakości. (…) Remontując gabinet, mieliśmy poczucie, że ma on służyć także następcom obecnego dyrektora oraz osobom, które na co dzień są w nim podejmowane„.

3 000 000 zł kosztowały nas podróże posłów.  Latali sobie m. in. do Chin, Indonezji, czy do Ekwadoru. Wyjazd Beaty Kempy i kilku innych posłanek do Malezji na Światowy Szczyt Kobiet (dotyczył gender!!!) pochłonął 57 tys. zł. Jerzy Wenderlich z ekipą poleciał do Chin na Międzynarodowy Kongres Astronautyczny(!) za jedyne 48,5 tys. zł. Szkoda, że od razu nie polecieli w kosmos…

600 000 zł – to kwota na kuriozalne premie  za … straty! Prezesi spółki PL.2012+, Marcin Herra i Andrzej Bogucki otrzymają łącznie 600 000 zł premii mimo, iż spółka miała w 2013 roku 15 mln strat. Premia jest za to, że planowane straty były mniejsze, miały wynieść 21 mln złotych, a kontrakt zakładał 10% premii od wysokości róznicy!
251 000 złotych wydał minister administracji na wypożyczenie Skody SuperB na 41 miesięcy.
Zakup nowego samochodu tego samego typu wyniósłby 191 tys….

2 400 000 złotych wydały Spółki Skarbu Państwa na odprawy dla odchodzących członków ich rad nadzorczych. W latach 2011-2012 na odprawy dla 112 osób odchodzących z 57 spółek wydano łącznie 2,4 mln zł. Dane te podało Ministerstwo Finansów. Średnia kwota odprawy na osobę wynosi ponad 21 tys. złotych. Nie trzeba dodawać, że w radach nadzorczych tych spółek siedzą ludzie związani z koalicją rządzącą…

To tylko skrót doniesień prasowych od początku lutego br. W tym imperium marnotrawstwa minister Kosiniak – Kamysz ciągle szuka pieniędzy… w kieszeniach emerytów.

Hari Seldon
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

 

 

09.02.2014r.  Skocznia normalna na Zimowych Igrzyskach
Olimpijskich w Soczi… i Kamil Stoch – 105,5  i 103,5 metra.
Złoto. Tak tworzy się historię!

 

panoptikum-blogosobliwosci team 
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci
 

Muzyczny relaks:       

Ale sen!

We śnie często rzeczywistość miesza się z imaginacją. Doświadczył
tego Waldek! Żeby było jasne – wieczorem nie pił nic. Po całym dniu
zmęczony był tylko. Zatem śpi sobie Waldek smacznie, aż tu objawia
mu się Stwórca i mówi do niego:
-”Na Ziemi dzieje się źle, bardzo źle. Wszędzie zepsucie, przemoc
- transeksualiści, tranwestyci,
geje i lesbijki. Gendery po prostu!
Wszędzie ta chora ideologia. Ale ja to przerwę!
 Za sześć tygodni
ześlę na ziemię wielki deszcz, który zniszczy wszelką istotę
pod niebem,
w której jest tchnienie życia. Potop tu zrobię!

O matko! – wytrzeszczył oczy Waldek.
-”Ale ty Waldek się nie martw, bo ciebie darzę życzliwością ponieważ jesteś prawym i dobrym
człowiekiem”.
Waldek właśnie w tej chwili przypomniał sobie jak 3 dni temu zjadł batona
w markecie a pusty papierek wrzucił do koszyka  brzydkiej, starej a na dodatek nielubianej
sąsiadce. Ta baba karmi koty przy wejściu do klatki, w jego bloku. Z tego powodu „wejście”
śmierdzi niemiłosiernie. A w markecie… śmiechu było co niemiara.
Ochrona zatrzymała ją przy kasie. „Do garów stara krowo a nie wyżerać w sklepie batony!”
- pouczał ją ochroniarz. – Skoro Stwórca uznał, że pomimo tego występku, jestem prawym
człowiekiem – pomyślał Waldek – to pewnie dlatego, że to była niska szkodliwość społeczna.
Niemniej, Waldek poczuł, że robi się mocno czerwony. Obudził się zlany potem.

**
WC, łyk soku, małe drapu, drapu i Waldek znowu śpi!
- „Ty zaś zbuduj sobie arkę z drzewa żywicznego, uczyń w arce przegrody i powlecz
ją smołą wewnątrz i zewnątrz.
A oto, jak masz ją wykonać: długość arki – trzysta łokci,
pięćdziesiąt łokci jej szerokość i wysokość jej
- trzydzieści łokci. Nakrycie arki,
przepuszczające światło, sporządzisz na łokieć wysokie i zrobisz wejście
do arki
w jej bocznej ścianie; uczyń przegrody: dolną, drugą i trzecią. Ja zaś sprowadzę
na ziemię Potop,
aby zniszczyć wszelką istotę pod niebem, w której jest tchnienie życia;
wszystko, co istnieje na ziemi,
wyginie, ale z tobą zawrę przymierze” – Stwórca powrócił
znów we śnie. Waldek obudził się zlany potem.

**
Łyk soku, tym razem bez WC i drapania. Po chwili ponownie zasnął i znowu śni…
„40 dni i 40 nocy deszczu, 150 dni bez wygód, bez internetu, radia i telewizora.
Na dodatek tyle zwierząt! Waldek w tym momencie przypomiał sobie jaki był smród
w pokoju, gdy hodował królika.
-”Coś mi ty Panie uczynił!”- pomyślał Waldek. Wziął się jednak w garść i zaczął działać.
Zrozumiał, że czas szybko ucieka.  W półśnie przewrócił się na drugi bok.

**
Trwało to tylko moment, gdy znów głęboko zasnął…
- „Jutro wywołam Potop a ty nie masz arki? Cóż robiłeś nieszczęsny?”- pyta Stwórca.
Panie, rzecze wystraszony Waldek – już następnego dnia, jak mi się pierwszy raz objawiłeś,
wystąpiłem do urzędu o pozwolenie na budowę arki. W urzędzie absolutnie nie chcieli
uwierzyć w budowę statku na lądzie i pozwolenia nie dostałem. Od razu pojawiło
się podejrzenie, że chcę budować inny obiekt – oborę albo stajnię, a skoro tak, to architektura
niezgodna jest z miejscowym planem zabudowy i zagospodarowania przestrzennego.
Nie wiedzieli też, co to za miara jest ten „łokieć”, dlatego polecili mi zmienić obmiary,
zgodnie z normą – na metry. Po przedłożeniu poprawionych planów
- ponownie otrzymałem odmowę, gdyż budowa stoczni na terenie zabudowanym
jest niedozwolona.
Pojawiły się nowe komplikacje. Dopatrzono się bowiem, że projekt nie został zaopiniowany
przez specjalistę ppoż. W odpowiedzi na moją uwagę, że przecież dookoła będę otoczony wodą,
nadzór budowlany zarządził u mnie szczegółową kontrolę. Kiedy upewnili się, że budować będę
nie oborę ale jednak statek, zadzwonili  z województwa. Uświadomili mi, że na transport statku
drogą lądową do morza muszę mieć , z ministerstwa infrastruktury i rozwoju, dodatkowe,
specjalne zezwolenie, na które trzeba czekać nie mniej niż pół roku, od złożenia podania.
„Sorry, takie mamy prawo” – powiedziano mi grzecznie.
Kiedy oznajmiłem, że nie zamierzam statku transportować, bo teren na którym go buduję
będzie zalany, kazali mi złożyć do urzędu ochrony środowiska i gospodarki wodnej odpowiedni
wniosek – w 4 egzemplarzach wraz ze studium wykonalności projektu, kosztorysem
inwestorskim, specyfikacją techniczną i szczegółową analizą efektu ekologicznego inwestycji.
Poinformowano mnie,  że specjalna komisja w Brukseli oceni planowane zalanie terenów
lądowych, znajdujących się w obrębie kraju członkowskiego  Unii Europejskiej.
W tym celu studium wykonalności projektu, złożone uprzednio do  ochrony środowiska,
nakazali przetłumaczyć mi na  5 urzędowych, unijnych języków. Niestety, początkowo
nie dostałem też odpowiedniej ilości drewna, bo nie zadbałem o zasadzenie drzew zastępczych
- a wymaga tego nowy przepis. Na przekazaną przeze mnie informację, że nie opłaca się sadzić
żadnych drzew, bo i tak będzie Potop, nasłali na mnie Policję.
Podczas przesłuchania zostałem postraszony, że jak nie będę grzeczny, to złożą wniosek,
do prokuratury, o ściganie - a wtedy czeka mnie areszt wydobywczy.
Jak będę zapuszkowany, to pójdzie do współwięźniów cynk, że gwałciłem nieletnich.
Krótko mówiąc, na ”dołku” mogę mieć „ciepło”! Jedyne co mi w tej sytuacji pozostało, to kupić
potrzebne drewno „na lewo”.
Tak zrobiłem i wreszcie ruszyłem z budową arki. Zatrudniłem odpowiednich fachowców.
Wtedy ktoś nasłał na mnie Inspektorów Państwowej Inspekcji Pracy. Był donos, że zatrudniam
cieśli „na czarno”. Jak się później okazało, nie posiadali też aktualnych badań lekarskich.
Budowa na pewien czas stanęła a ja dostałem do zapłacenia madat w wysokości 5 tysięcy złotych.
Między czasie, zacząłem gromadzić zwierzęta. Niestety, wmieszała się w to Liga Ochrony Zwierząt
i wymogła na urzędnikach decyzję, o zakazie transportu łosi i danieli, w okresie rykowiska.
Nakazano mi także, żebym niezwłocznie określił cel transportu. Jestem właśnie na 19-tej stronie
z 56-ciu, 1-go z 7-miu formularzy, które dostałem do wypełnienia. Wynajęci prawnicy analizują
czy przepisy dotyczące królików obejmują również zające. Nagle na budowie, pojawili się działacze
jednej z organizacji ekologicznych.
Wytknięto mi, że nie przewidziałem utylizacji odchodów i innych odpadów pochodzących
z hodowli zwierząt. Nie muszę dodawać, Panie, że zakup odpowiedniego urządzenia,
z unijnym certyfikatem, przekraczało moje możliwości finansowe. Teoretycznie mógłbym
wystąpić o dofinansowanie z Unii, ale wnioski przyjmują dopiero jesienią. Dodatkowo,
musiałbym mieć zaświadczenie, że posiadam gospodarstwo rolne minimum 3 lata.
Teraz, mam inny jeszcze problem. Mój sąsiad podał mnie do sądu, oskarżając o to, że buduję
bez zezwolenia prywatne ZOO. A w sądzie – jak na sądzie ostatecznym – nigdy nie wiadomo
jak będzie!
-”Ech” – żachnął się Stwórca, „co też ludzie zrobili z Ziemią! Przecież życie miało być łatwiejsze
niż dawniej…”
W tym momencie Stwórca spojrzał na Waldka tak, że ten ze strachu obudził się znów cały zlany
potem. Siadł na łóżku i zaraz zadzwonił do mnie. Jak już mi to wszystko zrelacjonował,
to na koniec powiedział:
Wiesz kur..a, co jak co, ale nie mogę sobie wmawiać, że „to był tylko sen!”.

Zainspirowany życiem i siecią zespół autorów Agencji Lepka Zdrapka
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:  

 

Kolega Waldka – redaktora Agencji Lepka Zdrapka, z wojska, powiedział mu,
że od 1 stycznia armia się reformuje. Tym samym, rozpoczął się ”test”
na żywym organizmie (wpis o tej reformie był też 17 grudnia).
Kolega twierdzi, że od razu powstał problem, bo na przykład w takich
wojskach specjalnych, nie udało się zmniejszyć ilości szczebli dowodzenia.
W wyniku ich redukcji – przybył dodatkowy.
Ten świeży twór, nazwano Dowództwem SS (Dowództwo Sił Specjalnych).
Gdy wonne opary, po hucznych zabawach sylwestrowych opadły,
dotarło pewnie komuś do świadomości, że „prima aprilis” jest dopiero
w kwietniu. Toteż już po siedmiu dniach „funkcjonowania”, Dowództwo SS,
nie bacząc na koszty,  postawiono w stan likwidacji. Zmieniono je w Dowództwo Komponentu
Wojsk Specjalnych, znaczy się – Centrum Operacji Specjalnych. Następnie, pofrunęło ono w inne
podporządkowanie. Komponent WS to komponent, zawsze brzmi lepiej niż Dowództwo SS!
- stwierdził wyraźnie zadowolony  z tego obrotu sprawy Waldek.
- A wiesz, kolega mówił dalej – jakkolwiek to brzmi, armia ma problem z generałami. Chociaż przy obecnej
liczebności wojska, powinno być ich 16-tu, może 20-tu, to w styczniu było ponad 5 razy więcej.
Do weryfikacji na zasadzie: „który potrzebny, a który nie”, przydałby się może  pewien poseł .
Mogłoby się wtedy na przykład okazać, że ci, których przodkowie zamieszkiwali obszar tzw. „Kongresówki”
- to z „dziada-pradziada” „moskiewscy” kolaboranci. Skutek – natychmiastowe zwolnienie
ze służby i problem z głowy. Pewnie nie ostaliby się też ci, których nazwiska zaczynają się na”P” i „S”
- bo oni przecież, w prostej linii, kojarzą się z Putinem i Stalinem. A może ktoś  wyjeżdżał na wschód ?
Niezaprzeczalnym atutem tego rozwiązania jest to, że poseł ów, zwykle działa jako „osoba prywatna”,
więc w razie czego można mu „naskoczyć” tu i tam. Kolejny problem dotyczy pułkowników.
Zasada działania  ”na górze” jest prosta: każdy wojskowy, nawet jeśli kieruje tylko cyrkulacją powietrza
w budynku, chce być pułkownikiem. Żeby więc „na górze” zapewnić odpowiednią ilość pułkowników,
kadrowcy muszą ciąć etaty „na dole”. To proste rozwiązanie niesie jednak realne zagrożenie.
Niedługo bowiem pułkiem będzie musiał dowodzić kapitan a batalionem podporucznik.
Może więc, zanim się to wszystko nie uspokoi, warto wprowadzić, przejściowo nowe szarże:
„sierżant-pułkownik”, „chorąży-pułkownik”, „pułkownik – podporucznik”, „pułkownik – porucznik”,
„pułkownik-kapitan”, „pułkownik – major” czy wreszcie „pułkownik – podpułkownik”.
To powinno wszystkich zadowolić. Najgorzej jest jednak z tymi – utyskuje kolega Waldka,
dla których stanowisk zabrakło. Tacy żołnierze są w tzw. „worze”, czyli wiele osób na jednym etacie zbiorowym.
Niech sobie więc nikt nie myśli, że tylko Najwyższy Stwórca jest w trzech osobach!
- Nie ma co – będzie się działo! Wszystko jest jeszcze możliwe – prorokuje kolega Waldka.
Właśnie - ”znawcy’ mawiają: „w wojsku tylko hełmu nie da się wywinąć na drugą stronę”.

(Turkus) 
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

 Muzyczny relaks:   www.youtube.com/watch?v=Z5XL6xTuyaE

 

Ten wpis powstał przed Wigilią, ale ostatecznie pozostał na jakiś czas w poczekalni:

Justyna Kowalczyk, w sobotę (21 grudnia), wygrała sprint w biegach narciarskich, w stylu klasycznym. Wszystkie norweskie biegaczki
- jej najgroźniejsze rywalki nie wystartowały
- miały przerwę.
Tyle ważnych imprez jest w tym roku,
a przecież nie sposób przyjmować leki,
nawet na astmę – bez przerwy.
Można sobie popsuć wątrobę albo jeszcze coś…
- Spoko – powiedział Waldek – redaktor Agencji „Lepka Zdrapka”,
Jak się podleczą, to w Soczi będą niczym Cyborgi!

**

Teraz, pierwszego lutego, też w sobotę, w ostatnim sprawdzianie przed olimpiadą,
na 10 km klasykiem, Marit Bjoergen pokazała moc, wyprzedzając naszą Jusię
o ponad 40 sekund. A tak w ogóle Justyna była dopiero piąta.
No właśnie, chociaż podczas Tour de Ski, Marit biegi z rywalkami przegrywała,
słaniała się na nogach i ostatecznie wycofała się z turnieju – to teraz ożyła.
Gołym okiem widać, że inhalacje czynią cuda!

(Turkus) 
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:  


Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2018 panoptikum-blogosobliwosci Design by SRS Solutions

  • RSS