Wpisy z okresu: 3.2014

W centrum miasta pojawił się nowy market – „Sano”. Dawniej w tym miejscu stał ponury budynek o wyglądzie bunkra przeciwatomowego, a w nim, ni to klub nocny, ni to dyskoteka „Kazamaty”. Wejścia pilnowało kilku „karków” z wyraźnymi brakami w przednim uzębieniu. To odstraszało mnie, by chociaż tam zajrzeć, zresztą nie tylko mnie.
Teraz jest sklep, nowiutki, czysty, pachnący. Postanowiłem wejść. Sklep jak sklep, wszystkie takie same, ale ten zapach! Ze stoiska z mięsem dopadła mnie cudowna woń pieczonego mięsa. Czego tam nie było. Pieczone kurczaki skwierczące na rożnie, pieczony schab, żeberka, cudownie wyglądające, chrupiące golonki i oczywiście karkówka! Ślina mi pociekła na widok karkówki. Niczego w życiu tak nie pragnąłem jak właśnie owego smakowitego kawałka pieczystego. Stanąłem w kolejce.  Niestety połowę wymarzonej porcji sprzątnęła mi sprzed nosa, stojąca przede mną  pani z wyraźną nadwagą. Przełknąłem ten niefart, zostało jeszcze pół smakowicie wyglądającej karkówki. Nagle stojąca za mną wygłodniała klientka, wykorzystała pojawienie się drugiej sprzedawczyni i „wyszarpała” ostatni kawałek pieczystego, w czasie gdy ja na „przystawkę” prosiłem o chrupiące skrzydełka. Zaniemówiłem. Nie wypadało przeklinać, ale w myślach zadedykowałem tej „wygłodniałej” wszystkie plagi egipskie, a gdyby było mało, poprosiłem w myślach licho, aby karkówka jej zaszkodziła…
Nie mogłem spać, myślałem tylko o pieczonej karkówce. Na drugi dzień poszedłem do „Sano” z nadzieją, że moja karkówka będzie. I była! Pięknie upieczona, pachnąca, soczysta i smakowita. Kupiłem i w celu konsumpcyjnym pobiegłem do domu. Mięso po prostu zżarłem. Po dwóch godzinach byłem już w miejscu gdzie znajduje się sedes. Z małymi przerwami spędziłem tam jakieś 10 godzin. Od razu przypomniałem sobie klątwę rzuconą na „wygłodniałą”.  Co za ironia losu, niestrawność dopadła mnie.

Wypada zakończyć morałem. Na przykład, że nie należy życzyć komuś nieszczęścia bo… licho nie śpi. Albo, że dobro i zło uczynione wraca do sprawcy. Nie będę moralizował. Wystarczy świeże mięso upiec w domu i najeść się do syta. W końcu jaki sprzedawca upiecze świeże mięso? Na sprzedaż piecze się to czego na surowo nawet pies by nie tknął. Jakie czasy taki recykling.
Dzisiaj przechodziłem obok „Sano”. Zawahałem się, ale nie wszedłem. Nie wystarczyło, w pobliżu sklepu „narobił” na mnie ptak! Pierwszy raz w życiu taka przygoda. Ironia losu?
Będę omijał ten market, jak kiedyś „Kazamaty”.

Hari Seldon
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

 To właśnie słyszałam z wielu ust, kiedy wybierałam się na operacje barku. Nazwisko doktora (nazwijmy go P.) wywoływało u moich rozmówców cichy szacunek, aprobatę, a mnie trochę pocieszało. Bark bolał, ręką nie mogłam ruszać, trzeba się było ratować.
Podczas pierwszej wizyty doktor powiedział jedno zdanie, przepraszam dwa.
- Trzeba popuścić mięśnie. Zadzwoni pani do mnie w poniedziałek do szpitala.
Nie twierdzę, że nie jestem zadowolona. Na razie nie wiem też czy jestem. Minęło 5 tygodni, łapa boli, rehabilitacja działa niezwykle powoli, chociaż działa, nie powiem. Pretensję mam o to,  że słynny doktor P. nie poinformował mnie jednym słowem co tak naprawdę podczas artroskopii zrobił z moją ręką. Wcale ze mną nie chciał gadać, ani przed, ani po. Co będzie czas na pacjenta marnował. Okazał się lekarzem nieuchwytnym, operującym BEZ PRZERWY. Trochę strach jak taki lekarz operuje bez przerwy, bo zasnąć nad pacjentem może. Na przykład. Wyszłam ze szpitala w totalnej niewiedzy. Nie złapałam doktora, niczego nie dowiedziałam się od rehabilitantów. Pani przy wypisie burknęła, że wszystko będzie na wypisie. Było. Jedno zdanie po łacinie, że zrobiono zabieg i bursektomię. Patrzę  w Internet – bursektomia – usunięcie kaletki. Ale której? Nie napisali. Po trzech dniach znalazłam się w domu, nadal nie wiedząc co z moją ręką.

 Rehabilitacja przebiega na ślepo. Moja rehabilitantka Gabrysia po siniakach rozpoznawała gdzie coś było robione. A że bolało coraz bardziej zafundowałam sobie ponowne USG (130 zł). W środku na razie masakra, ale to podobno typowe po takim zabiegu. Nie wiedziałam, nikt ze mną nie chciał gadać! Może jakieś zajęcia z komunikacji interpersonalnej dla opornych lekarzy? Moja ręka (którą lubię i cenię) stała się dla mnie niewyjaśnioną zagadką. Podobną zagadka pozostaje doktor P.

Kontrola za 3 miesiące, nie wiem jak przebiegnie, bo doktor w szpitalu przyjmuje … od 7.30 do 7.40, a kolejka ustawia się dużo wcześniej. Mogę pójść prywatnie (100 zł.), to jednak nie sprawi, że doktor powie więcej niż dwa zdania. No i czy będzie ze mnie zadowolony.

Kama 
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

Telefon zadzwonił. Niechętnie zerknąłem na wyświetlacz – biuro obsługi.
Może warto odebrać – pomyślałem z nadzieją na obniżenie abonamentu.
Mechaniczny głos konsultantki szybko pozbawił mnie złudzeń.

- Dzień dobry (tu pani ładnie się przedstawiła), mam dla pana fantastyczną ofertę, ale na wstępie informuję, że rozmowa jest nagrywana. Rozumiem, że pan oczywiście się na to zgadza więc chciałam zaoferować…
- Zaraz, zaraz – przerwałem – na co się zgadzam?
- Na nagranie rozmowy oczywiście, to dla pana dobra, będzie pan zadowolony!
- Dlaczego pani chce mnie nagrywać - nieśmiało pytam – pracuje pani w studiu nagrań?
Konsultantka  nie zauważyła kąśliwej uwagi, niewzruszona kontynuowała:
- To zajmie tylko trzy minuty – zapewniła.
Po 10 minutach trajkotania w słuchawce, zorientowałem się, że sieć T – Mobile, telefoniczny operator, sprzedaje ubezpieczenia wypadkowe i na życie. Konsultantka najwyraźniej czytała wcześniej napisany tekst i nie reagowała na moje próby zadania pytania.  Zirytowany przerwałem:
- Jak to, chce mi pani sprzedać ubezpieczenie? – pytam zdumiony.
- Proszę pana, będzie pan zadowolony!
- Z czego będę zadowolony?
- Oferuję panu ubezpieczenie na wypadek śmierci. Dostanie pan 50 tysięcy złotych!
- Jak to dostanę, przecież nie będę już żył!
- No tak – odpowiedziała lekko zaskoczona paniusia.
Po krótkiej chwili, pewnie przeznaczonej na szukanie zapisanej odpowiedzi, wypaliła:
- No to pana rodzina dostanie i będzie pan zadowolony! I niezrażona kontynuowała:
- Przecież nie musi pan zaraz umierać, może panu urwać nogę w katastrofie motoryzacyjnej, a wtedy wypłacimy panu nawet 70 tysięcy! Jesteśmy solidną firmą i zawsze wypłacamy odszkodowania bez zwłoki…

Ręce mi opadły i nie tylko. Jeśli urwie mi nogę dostanę 70 tysięcy, a jeśli zejdę z tego świata to 50 tysięcy. Oczywiście jestem bardzo zadowolony….
Zastanawiam się nad zmianą operatora.

Hari Seldon
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks, z dedykacją dla T-Mobile:

-Powiedz mi po co jest ten miś?
- Właśnie, po co?
- Otóż to! Nikt nie wie po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówimy – to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo i nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest miś społeczny, w oparciu o sześć instytucji…”
….
-Prawdziwe pieniądze zarabia się tylko na drogich, słomianych inwestycjach.
„Miś”  reż. S. Bareja

Leszek Jażdżewski, redaktor naczelny portalu „Liberte!”, złożył doniesienie do Prokuratury Rejonowej Śródmieście Północ w Warszawie o możliwości popełnienia przestępstwa przez Ministerstwo Kultury w związku z przyznaniem dotacji w wysokości 6 mln zł na muzeum Świątyni Opatrzności Bożej.
Prokuratura nie tylko wszczęła śledztwo, ale jeszcze je rozszerzyła. To już nie 6 milionów złotych z pieniędzy podatników, tylko 44 miliony!

„W piśmie czytamy, że prokuratura Warszawa-Śródmieście Północ wszczęła śledztwo „w sprawie przekroczenia uprawnień w okresie od 2008 r. do 2014 r. w Warszawie przez funkcjonariuszy publicznych w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego polegającego na udzieleniu podmiotowi nieuprawnionemu – Archidiecezji Warszawskiej (…) dotacji w wysokości 30 mln złotych w roku 2008, 4 milionów złotych w 2012 r., 4 milionów złotych w 2013 r., 6 milionów złotych w 2014 r.”.

Skąd taka odwaga prokuratury? A stąd, że Bogdan Zdrojewski już raz złamał prawo przekazując w 2011 r. 4 mln dotacji, którą NIK zakwestionował w 2012 roku.
Ministerstwo nie przejęło się wnioskami NIK i dalej dotowało budowę świątyni w 2013 i 2014 roku. Doszło do złamania rozporządzenia ministra z 2005 roku. Przekazano dotacje nieuprawnionemu podmiotowi. Minister pokrętnie tłumaczył, że dotował muzeum a nie świątynię. Jednak abp Nycz sam potwierdził że muzeum i świątynia to jedno i to samo. Jednym słowem archidiecezja warszawska nie jest podmiotem, który zgodnie z prawem może taką dotację otrzymać.

A teraz najlepsze. Minister zupełnie nie przejmuje się prokuratorskimi zarzutami i właśnie przyznał kolejną dotację archidiecezji warszawskiej na Muzeum w Świątyni Opatrzności. Tym razem w wysokości 200 tys. złotych. Pieniądze mają zostać przeznaczone na „Prace merytoryczne nad ekspozycją główną”. Minister jest niezwykle szczodry. Tymczasem w Poznaniu na podstawie wyroku sądu, to samo Ministerstwo Kultury musi zapłacić poznańskiej kurii blisko 5 mln zł za korzystanie z budynku, w którym od kilkudziesięciu lat mieści się jedyna w regionie szkoła baletowa. Sąd nakazał również, by szkoła opuściła budynek w ciągu dwóch lat.

A co będzie gdy zabraknie pieniędzy w kasie ministerstwa? Nie zabraknie, pan minister planuje wprowadzić przymusową opłatę za gotowość odbioru RTV.
Zdrojewski po prostu drży przed zbliżającymi się wyborami do parlamentu europejskiego. Myśli, że jego zasługi zostaną docenione.

Hari Seldon
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:
http://www.youtube.com/watch?v=ImzUW2SaIEY

Absurd z premiami dla prezesów spółki PL.2012+ wydawał się tak kuriozalny, że trudno wyobrazić sobie jeszcze coś głupszego.

600 000 zł – to kwota na kuriozalne premie  za … straty! Prezesi spółki PL.2012+, Marcin Herra i Andrzej Bogucki otrzymają łącznie 600 000 zł premii mimo, iż spółka miała w 2013 roku 15 mln strat. Premia jest za to, że planowane straty były mniejsze, miały wynieść 21 mln złotych, a kontrakt zakładał 10% premii od wysokości różnicy!

Ale nie! Pomysłowość urzędników NFZ nie zna granic. W łódzkim oddziale NFZ zabrakło w 2013 roku 100 mln złotych na leczenie chorych.
Centrala NFZ  nie miała wyjścia i dopłaciła 33 mln zł. To i tak 67 mln za mało. Wystarczyło jednak na premie dla urzędników! Ci, jak podał „Dziennik Łódzki”, wypłacili sobie… 750 tys. złotych premii.
W 2013 roku dla 329 urzędników łódzkiego NFZ wypłacono w sumie 710 000 złotych nagród. Średnio 2,2 tys. na łeb. Przyznano też nagrody specjalne. Kolejne 40 tysięcy przeznaczono dla 50 wybrańców.

Za co te nagrody? A za to, że szpitale i przychodnie, wykonując niezbędne zabiegi, których NFZ nie zrefundował, zadłużyły się na 67 milionów złotych. Oznacza to, że urzędnicy za 89 zł dodatkowego zadłużenia przyznali sobie złotówkę nagrody.
Urzędników nie obchodzi brak pieniędzy w kasie NFZ i kolejki w gabinetach. Oni żyją w innym, lepszym świecie…

Hari Seldon
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

8 marca – Dzień Kobiet. Są kobiety, które lubią dostawać kwiaty i prezenty, są i takie, które wolą być doceniane codziennie. Panowie też mają dylemat. Jedni ignorują to święto, inni z uśmiechem przyniosą kwiaty i prezencik.
Miło jest kwiaty wręczać i miło jest je dostawać. Proponuję na tym nie kończyć sprawy.
Socjolog Piotr Kalbarczyk, koordynator projektów międzynarodowych Towarzystwa Rozwoju Rodziny, zaprezentował w „NaTemat” wyniki ogólnoeuropejskiego badania dotyczącego przemocy wobec kobiet przeprowadzonego przez Agencję Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Trudno uwierzyć, że w XXI wieku sytuacja kobiet  żyjących w Unii Europejskiej jest tak zła!

„Aż 33% kobiet żyjących w Unii Europejskiej było ofiarami jakiejś formy przemocy (w tym przemocy seksualnej). Co gorsza, aż 35% tych przypadków, to przemoc, której kobiety te doświadczyły do 15 roku życia. Nie omija to oczywiście sfery seksualnej – 12% przypadków, to kobiety, które doświadczyły przemocy seksualnej przed ukończeniem 15 roku życia. Te procenty ukrywają potworne liczby, bo to aż 31 milionów dziewczynek zgwałconych lub wykorzystanych seksualnie przed ukończeniem 15 roku życia.”

Czytając takie dane myślimy o dalekich, „dzikich”, niedemokratycznych krajach. A to dzieje się tu, w cywilizowanej Unii Europejskiej!
11 maja 2011 roku w Istambule podpisano konwencję o przeciwdziałaniu i walce z przemocą wobec kobiet oraz przemocą domową. Polska  podpisała w grudniu 2012 r.
Konwencja określa, że przemoc domowa to jest przemoc fizyczna, psychiczna, seksualna i ekonomiczna, do której dochodzi pomiędzy obecnymi lub byłymi partnerami. Zanim wejdzie w życie musi być ratyfikowana. I tu jest problem. Krzyk podnieśli biskupi i prawa część sceny politycznej. Politycy uznali zapisy konwencji jako… niezgodne z polską tradycją. Były minister sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska – Jarosław Gowin, stwierdził, że dokument wyraża ideologię feministyczną i służy „zwalczaniu tradycyjnej roli rodziny i promowaniu związków homoseksualnych”.
Europosłanka Lidia Geringer de Oedenberg opisała to tak:

 „Gdy w prawie międzynarodowym określono, że przemoc wobec kobiet i przemoc domowa nie może być uważana za sprawę prywatną i państwa mają obowiązek zapobiegania przemocy, ochrony ofiar i karania sprawców i Polska mogła złożyć podpis pod tym dokumentem, który to gwarantował, ówczesny Minister Sprawiedliwości, Jarosław Gowin, uznał ten dokument za szkodliwy i sprzeczny z polską Konstytucją”.

Ciekawe, że konwencję zwalczają prawicowe posłanki. Jak to rozumieć? Czy w myśl tradycji są bite przez swych partnerów życiowych?
Zupełnie niezrozumiałe jest stanowisko kościoła. Biskupi pisali, że konwencja zbudowana jest na „ideologicznych i nieprawdziwych założeniach”, a także „zobowiązuje sygnatariuszy do walki z dorobkiem cywilizacyjnym traktowanym jako zagrożenie i źródło przemocy”.
Co jest tym zagrożeniem? Zakaz bicia żony?

Konwencja zmienia sposób „rozumienia” przepisów i wymusza nowe, zmienia procedury aparatu ścigania, zmienia procedury postępowań sądowych. Wymusza na państwie utworzenia instytucji ochronnych dla kobiet poddanych przemocy.
Konwencja wprowadza obowiązek wdrożenia pewnego ładu prawnego zarówno do sposobu traktowania tych przestępstw (obowiązek prowadzenia postępowania z urzędu, a nie na wniosek ofiary) jak i procedur przy postępowaniu policji , prokuratora czy sędziego, by ofiara przemocy nie była zmuszona do wielokrotnego opisywania przeżycia które najchętniej wymazałaby z pamięci.
Konwencja wprowadza też obowiązek uruchomienia przez państwo środków pomocowych. Między innymi  telefon czynny 24 godziny na terenie całego kraju, domy do których kobieta może uciec, opieka prawna, itd.
Jest światełko w tunelu. Pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, przekonuje, że wkrótce konwencję ratyfikuje rząd.
I tego życzę kobietom.

Hari Seldon
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

Kolega postanowił zmienić operatora telekomunikacyjnego. Sprawę załatwiał w ostatniej dekadzie stycznia.
Przedstawiciel nowego, poinformował go wtedy, że firma załatwi za niego wszystkie formalności
związane z przejściem, tak aby mógł płynnie zacząć korzystać z nowej oferty. Dlatego termin świadczenia
nowych usług ustalono z ponad miesięcznym wyprzedzeniem - na 1 marca. Konsultant zostawił do siebie
osobisty kontakt. Było bardzo miło, grzecznie i serdecznie. Po prostu poziom obsługi na światowym poziomie!
Jednak, kiedy nadszedł ten dzień, kolega nie miał ani telefonu ani internetu. Zadzwonił więc do konsultanta
z pytaniem – co się dzieje? Konsultant poinformował go, że trzeba uważnie czytać umowę, którą się zawarło.
Ta odpowiedź zasmuciła kolegę. W jego odczuciu zrobiło się mniej grzecznie, niż kiedyś.
Sprowadzony do parteru, wziął lupkę, żeby dobrze zobaczyć to, co zapisane jest w umowie, drobnym drukiem.
Czyta, a tam  jest tak:
„Usługa zostanie uruchomiona abonentowi terminie do 90 dni od dnia zawarcia umowy
pod warunkiem rozwiązującym w przypadku negatywnej weryfikacji zamówień lub zamówienia,
tj. w dniu 01.03.2014r.”.
- Co robić ? –  zapytał kolega.
- Zadzwoń jeszcze raz do tego konsultanta – odpowiedziałem i powiedz:
„Nieadekwatność Pańskiej alienacji może rzutować raczej minorowo, częściowo na dziś,
aczkolwiek symptomatyczne kazusy negacyjnej percepcji stosunków międzyludzkich, chamie jeden!”

(Turkus) 
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:


Dzisiaj, na posiedzeniu Rządu, minister pracy Władysław Kosiniak Kamysz,
przedstawi propozycje zmian w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych.
Krótko mówiąc, Rząd planuje objęcie umów cywilnoprawnych,
tzw. ”śmieciówek”, składkami ZUS. Trwa serial, z cyklu:
„chcemy, żeby obywatelom było lepiej, ale będzie gorzej”.
Minister Kosiniak – Kamysz udowodnił niedawno, że nie odróżnia
waloryzacji emerytur od zasiłku z pomocy społecznej.
Teraz wciska ludziom kit, że proponowane  rozwiązanie, będzie dla nich dobre.
Będzie, ale nie dla tych, którzy wykonują pracę, w oparciu o takie umowy.
To Rząd ściągnie dodatkowe pieniądze!
Nietrudno przewidzieć, że rozliczenia pomiędzy zleceniodawcami i zleceniobiorcami ułożą się tak,
że ci drudzy dostaną mniej pieniędzy, czyli zostaną wyru…ni.

(Turkus) 
http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:  

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 panoptikum-blogosobliwosci Design by SRS Solutions

  • RSS