Wpisy z okresu: 11.2014

take-that-kfc_lSpór pomiędzy zwolennikami kotleta a wegetarianami trwa nieprzerwanie od lat. Ci pierwsi nie wyobrażają sobie obiadu bez kawałka mięsa, wegetarianie uważają, że jest ono szkodliwe, więc trzeba go unikać.  Twierdzą, że mięso zawiera dużo niezdrowego tłuszczu i może doprowadzić do zawału serca, nowotworów, RZS i cukrzycy. Mięsożercy są odporni na te argumenty i ze smakiem pałaszują kotlety i kiełbasy. Wegetarianie zyskali jednak nieoczekiwanych sprzymierzeńców. To Wietnamczycy! Oto straż graniczna znalazła w Wólce Kosowskiej (pod Warszawą) kilkaset kilogramów mięsa. To prawdopodobnie „wkład” do sajgonek serwowanych w barach z chińskim żarciem w Warszawie. Wszystko wskazuje na to, że to mięso… psów! Mięsem handlowali Wietnamczycy, a to amatorom sajgonek daje dużo do myślenia. Właśnie w wietnamskich barach serwuje się azjatyckie dania. Rzeczniczka straży, Dagmara Bielec-Janas, wskazała, że towar prawdopodobnie trafiał do restauracji i barów orientalnych na terenie Warszawy i okolic.
Znalazłem relację byłej pracownicy orientalnego baru:

Pracowałam w wietnamskim barze. Zwolniłam się z uwagi właśnie na okrutny brud, wszystko się wala po posadzce i byle gdzie. Resztki z talerzy wracają do klienta następnego. Brud, stary tłuszcz wszędzie. Byłam przerażona gdy kontrola z sanepidu nawet mandatu nie dała. Ta fikcyjna kontrola przesłała to wszystko i odeszłam. A plotki o psach potwierdzam.

I  opis smakosza:

… na Królewskiej był słynny bar wietnamski. Stołowali się tam kurierzy, Straż Miejska i Policja oraz patrole ochrony. Interes szedł, jak nigdzie. Aż do czasu, gdy okazało się, że podają tam kurczaka w cieście robionego z warszawskich gołębi, które właściciele kupowali od warszawskich meneli. Ci z kolei łapali gołębie na dworcach, jak spały. Zastanawiałem się, z czego robili tam wołowinę w pięciu smakach?

Teraz widać jak szybko można zostać wegetarianinem. Życzę smacznego miłośnikom kuchni azjatyckiej!

Hari Seldon


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

679839_300341210065599_1871599902_oW Polsce księża święcą wszystko, co im się pod kropidło nawinie: domy, drogi, oczyszczalnie ścieków, klapy kanalizacyjne, psy, koty, samochody. Wszystkie uroczystości państwowe i lokalne odbywają się z udziałem kleru, inauguracja roku szkolnego często ma miejsce nie w szkole, lecz w kościele. Tak tez było w Szkole Podstawowej nr 79 w Łodzi, gdzie miejscowa parafia zorganizowała święcenie tornistrów. Niby nic nadzwyczajnego jak na polskie warunki, ale tym razem nie wytrzymali rodzice. Poszło o to, że święcenie było obowiązkowe i nawet dzieci niewierzące musiały uczestniczyć w rytuale. Jedna z oburzonych mam napisała:

Przecież to jakiś absurd! Nie po to się zwalnia dziecko, żeby potem ktoś je zabierał na wydarzenie religijne, wbrew naszej woli

Czasy się zmieniają i to widać. Kiedyś dzieciaki  przymusowo pędzono na pochody pierwszomajowe i akademie poświęcone rewolucji. Teraz obowiązkowo muszą być w kościele. Nauczyciele zamiast uczyć, prowadzą dzieci do kościoła święcić tornistry. Po co, będą się lepiej uczyć?

Znajomy duchowny opowiedział mi o sytuacji, której był świadkiem. Zapytał młodą dziewczynę, dlaczego idzie z nimi na pielgrzymkę. Odpowiedziała, że po to, by zdać maturę. No to niech się trochę pouczy

Czy taki poświęcony tornister można wyrzucić, czy należy po zużyciu umieścić go na domowym ołtarzyku?
Sorry, taki mamy zwyczaj… Pokropek w Łodzi to już tradycja. W 2011 roku poświęcono tam klapy do włazów kanalizacyjnych. Na tą okazję sporządzone specjalne cztery sztuki, po 4 tysiące złotych każda. Jedna ze święconych klap kanalizacyjnych pozostała przed łódzką katedrą. Druga zawędrowała na… Jasną Górę! O pozostałych dwóch słuch zaginął. Włazy kanałowe zamykają wyjście na światło dzienne złym mocom! Teraz w Łodzi gów.. nie wypłynie.

Jeśli ktoś chciałby mieć poświęcony telewizor czy lodówkę, może taką zakupić również w Łodzi. Tamtejsza galeria „Manufaktura” oferuje poświęcony sprzęt elektroniczny i AGD. Został poświęcony przez księdza, z jednej z łódzkich parafii. Cała uroczystość odbyła się w myśl hasła „Niech sprawiedliwie i z miłością zajmują się kupnem i sprzedażą”
Święcenie lodówek, pralek i telewizorów podsumował prof.. Zbigniew Mikołejko, filozof i historyk religii:

W gruncie rzeczy to nic innego niż archaiczna magia, przykryta chrześcijańskim obrzędem. Nowe przedmioty poddawane są praktykom oczyszczającym. Ma to schemat rytualny, przejęty przez ludowe chrześcijaństwo. (…) Żaden sensowny ksiądz, którego znam, i który ma pojęcie o katolicyzmie, lodówek by nie wyświęcał (…) Nie przypominam sobie, by Jezus coś święcił, albo odprawiał inny magiczny rytuał. Pocieszał, uzdrawiał, jak najbardziej. Lecz żadnych przedmiotów nie odczyniał

Może jednak takie poświęcone pralki lub lodówki nie potrzebują już dodatkowych gwarancji. Powinny „chodzić” już nawet nie dożywotnio, co po prostu wiecznie.

Hari Seldon


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

DSC08553-BW aptece spotykam koleżankę. Ogonek dość długi, więc toczymy jakąś luźną rozmowę. Spędziłyśmy w tej kolejce jakieś pół godziny. Wykupiłam recepty i czekam na moją Bożenkę.
Trochę się zdziwiłam, kiedy okazało się, że Bożenka stała tyle czasu po magnez.
- Chciało ci się tyle stać po ten magnez? – Dziwię się.
Bożenka wywróciła oczami.
- Oczywiście, że nie tylko po magnez! Ale w tej kolejce było ze dwudziestu klientów , z tego osiem znajomych osób. Facet z tyłu, oddychał mi prawie do ucha, wszyscy wszystko słyszą, a ja miałam cała listę zakupów. Plastry na odciski dla mamy, maść na grzybicę stóp dla teścia (nie ma jej, ale ciągle coś mu się wydaje), zioła przeczyszczające dla sąsiadki, szampon przeciwłupieżowy dla męża i jeszcze kilka innych leków. Jak sądzisz? Co ci ludzie o mnie pomyślą? Zero intymności w tej aptece, niech ją piekło pochłonie! – Zdenerwowała się Bożenka. -  Chyba zrobię zakupy w Internecie!
- No dobrze, a co z tej listy było dla ciebie? – Próbuję uspokoić koleżankę.
- Dla mnie był właśnie ten magnez…
Pozdrawiam i zdrowia życzę

Kama

http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

colorful-clown-3_lKażdy naród ma swoich idiotów. Naszych dostrzegły nawet zagraniczne media.
Wszystko zaczęło się w Tuszynie, gdzie radni rozpoczęli spór o majtki Kubusia Puchatka. Z radnych,  którzy wytykali Puchatkowi brak kompletnej garderoby, śmieją się już na świecie.
Najpierw o sprawie donosiły lokalne media, potem największe światowe gazety, między innymi „Daily Mail”, „The Independent”, „USA Today” i „Newsweek”. Najcelniej opisali tuszyńskich radnych dziennikarze „Newsweeka” w artykule „Krótka historia idiotów, którzy cenzurują Puchatka”.
Zagraniczni komentatorzy, zachęceni przez naszych polityków, przytaczają przykłady innych nieprzyzwoitych bohaterów kreskówek. Kaczor Donald też nie miał majtek, myszka Miki nie nosi spodni, miś Yogi miał tylko krawat, a Kot same buty!

To może być inspiracją do przewartościowania bajkowych bohaterów i prewencyjnego wycofania popularnych bajek ze szkolnych bibliotek. Przykładów jest dużo. Niemoralna Królewna Śnieżka mieszkała z siedmioma krasnoludkami. Aż strach pomyśleć co tam się działo… . Calineczka – zdegenerowana historia. Najpierw syn ropuchy chciał ją za żonę, potem niejasny związek z chrabąszczem i w końcu swaty z kretem. To seksualny horror, przekraczający wyobrażenie wszystkich polskich radnych, nie tylko w Tuszynie. Czerwony Kapturek nosi czapeczkę w czerwonym kolorze, a to oznaka zbyt wcześnie rodzącej się seksualności. Poza tym te okropności związane z pożeraniem babci i dziewczynki przez wilka.
Niemoralni i aspołeczni są też bohaterowie popularnych kreskówek. O kaczorze Donaldzie, misiu Yogim i myszce Miki już było. Są inni, jeszcze gorsi. Teletubisie, Tinky Winky – gej! Makowa Panienka – narkomanka. Żwirek i Muchomorek – geje. Smerfy – jedna smerfetka i setki smerfów – poliandria. Zając i Wilk – promocja nikotynizmu. Bolek i Lolek – homoseksualizm, bo co odcinek muszą się do siebie przytulić.
Przykłady można mnożyć. Tylko czekać jak zdelegalizują serial „Czterej pancerni i pies”, bo Szarik zawsze chodził goły!
Na ironię zakrawa fakt, że Tuszyn zyskał światową sławę dzięki radnym – idiotom.

Hari Seldon


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

emotions-371238_640Oto coś w rodzaju  „humoru w krótkich majteczkach”. Siedzę z koleżanką, pijemy kawę, opowiadamy sobie o wydarzeniach z zeszłego tygodnia.
- Postarzałam się – westchnęła koleżanka belferka, czterdziestotrzylatka.
- A czemuż to, Beatko? – Zaniepokoiłam się. Starość to nie żarty.
- Siedzę sobie z dzieciakami na przerwie (IV klasa), a że chłopcy za bardzo się rozszaleli, wtrąciłam uwagę, że jak chodziłam do szkoły, niegrzeczni chłopcy obrywali od pani linijką. Dzieci zamarły w bezruchu, z niedowierzaniem na twarzach. W końcu jedna z dziewczynek pyta:
- To kiedy pani chodziła do szkoły? W starożytnym Rzymie?
- Zaniemówiłam na moment. Potem pomyślałam, że dla nich podstawówka sprzed 30 lat to zamierzchła przeszłość. Ale ten ich wzrok jak na mnie patrzyły….. przybyło mi ze sto lat. Daj jeszcze kawy, Kama. I znów westchnęła.
Pozdrawiam nostalgicznie
Kama

http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

greeting-317250_640Brak zdolności PKW do przeliczenia oddanych głosów to jedno. Drugie, to coraz mniejsza zdolność niektórych polityków do posługiwania się rozumem. Najpierw sondażowy zwycięzca wyborów, prezes Kaczyński, ogłosił fałszerstwo wyborcze i zażądał powtórki. Przyznał tym samym, że  PiS wygrał sfałszowane wybory!
Potem na sojusznika wziął sobie zdruzgotanego klęską wyborczą wroga numer 1, szefa SLD – Leszka Millera. Miller od długiego czasu zapewnia, że zrobi wszystko aby Kaczyński stanął przed Trybunałem Stanu za śmierć Barbary Blidy. Teraz propozycję prezesa skwapliwie przyjmuje. Pewnie z nostalgią  wspomina swoją współpracę z Andrzejem Lepperem. Idąc na spotkanie z Kaczyńskim zabrał ze sobą sekretarza Gawkowskiego. Gdyby wziął rozum, zatrzymałby się w pół drogi.
Szybkiego ogłoszenia wyników domagają się też inni przegrani – KNP, Ruch Narodowy, itp. Zorganizowali demonstrację po siedzibą PKW. Oni też żądają powtórzenia wyborów i szybkiego ogłoszenia wyników wyborów. W tym celu żądają dymisji całej PKW. Wdarli się do budynku komisji i rozpoczęli okupację. Są tam takie asy jak Wipler i Korwin-Mikke. Jest też reżyser Braun i dziennikarka Stankiewicz. Demonstrantom ktoś podpowiedział, że wyniki szybciej będą opublikowane, jeśli PKW ucieknie gdzie pieprz rośnie. W związku z tym PKW zaprzestała pracy i wydała oświadczenie:

W związku z wtargnięciem dużej grupy osób do pomieszczeń Kancelarii Prezydenta RP, zajmowanych na potrzeby Państwowej Komisji Wyborczej, związane z ustaleniem wyników wyborów, stwarzającym zagrożenie dla bezpieczeństwa pracy członków PKW, pracowników KBW i dokumentacji wyborczej, Państwowa Komisja Wyborcza, postanawia przerwać pracę do czasu usunięcia tego zagrożenia

Teraz na pewno będzie szybciej…
A gdzie jest policja? Jest na miejscu, a rzecznik Komendy Stołecznej bezsilność policji wytłumaczył tak:

Osoby, które jako pierwsze weszły do środka, były wpuszczone na zaproszenie PKW. Do chwili obecnej ani administrator budynku, ani jego użytkownik nie zwrócili się do policji z prośbą o podjęcie interwencji

Tylko u nas zaproszeni goście mogą zostać okupantami.

Hari Seldon


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

IMG_1063Od zakończenia wyborów minęło dwa dni, a sytuacja jest jak w filmie produkcji czechosłowackiej – „Nikt nic nie wie”. Wygląda na to, że PKW zatrzymała się w czasach gramofonu i liczydła. Nikt nie zna wyników i nawet nie wiadomo kiedy będą ogłoszone. Podobno zawiódł system, a nie ludzie. Tyle tylko, że to ludzie na trzy miesiące przed wyborami zaimplementowali do systemu tanie i byle jakie oprogramowanie. Podobno kod źródłowy napisała studentka. No i mamy. Złośliwi już drwią i powołują się na przykłady z Amazonii, gdzie wyniki po tamtejszych wyborach spływają prymitywnymi dłubankami w ciągu jednej doby.
W XXI wieku, w środku Europy, nie ma środków na solidne, bezawaryjne oprogramowanie. Choćby takie jakim posługują się na co dzień banki do obsługi bankomatów! Tam nie może być mowy o jakiejkolwiek pomyłce. Tyle tylko, że banki na obsługę systemu wydaja 30 – 40 milionów rocznie. Nasza PKW wydała na oprogramowanie niecałe pół miliona. Najwięcej krytyki słychać ze strony polityków, czyli tych, którzy na organizację wyborów zaplanowali  owe śmieszne pół miliona. W 2014 roku wydatki budżetu państwa wyniosą 324 mld zł. To oznacza, że w każdej minucie tego roku państwo wydaje 6 mln zł…

Zawiódł nie tylko system informatyczny. Dla wielu wyborców sam sposób głosowania był skomplikowany. Mnóstwo różnych kart, w różnych kolorach, bez słowa wyjaśnienia ze strony obwodowych komisji, co, jak i gdzie skreślać. Dziś wieczorem w osłupienie wprawił komunikat o wynikach z 88 proc. protokołów (bez uwzględnienia wyników z dużych miast). Okazało się że wyborów wcale nie wygrało PiS, ale… PSL! Niespodzianka? Nie bardzo.
W tegorocznych wyborach zdecydowano o rezygnacji z niewygodnych, wielkoformatowych kart z nazwiskami kandydatów wypisanymi obok siebie. Zastąpiła je „książeczka wyborcza”, na której znajdowały się listy z nazwiskami kandydatów. O kolejności w „książeczce wyborczej” decydował numer przyznany danemu komitetowi podczas przedwyborczego losowania. Numer 1 miał właśnie PSL i to zdaniem wielu komentatorów wpłynęło na wyborczy wynik. Niektórzy już zarzucają fałszerstwa i manipulacje.
Widać wybory zaskoczyły PKW jak zima drogowców. Na PKW sypią się gromy. Rzeczywiście, na konferencjach prasowych zacni i zasłużeni  sędziowie wyglądają jak dzieci, które nie maja pojęcia co się stało. Nikt nic nie wie…

Hari Seldon


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

file9571312466984

Z cyklu: „Dotknąć, polizać, powąchać…”

Waldek – jak wiadomo, redaktor Agencji „Lepka Zdrapka”
to gość proekologiczny.
- „Trzeba zielonego światła dla gospodarki niskoemisyjnej!
Trzeba wybrać ludzi, rozumiejących problem i którzy potrafią
wykorzystać europejskie fundusze a nie tępych baranów i złodziei”
- agitował przed ciszą wyborczą, podczas porannej, kawy w redakcji .
Temat od jakiegoś czasu w kraju jest realizowany, więc  ktoś podsunął mu materiał,
z taką informacją:
Nowe prawo fizyki odkryła niedawno Najwyższa Izba Kontroli. Jak oznajmił jej prezes
Krzysztof Kwiatkowski najlepsze wiatry wieją na gruntach lokalnych polityków PO i PSL.
Ponad 1/3 elektrowni wiatrowych zlokalizowana jest na gruntach
burmistrzów, wójtów i radnych tych ugrupowań”.
  – Widzisz Waldek, „rządzić, to trzeba umić!” – powiedziałem.
Wczoraj odbyły się wybory samorządowe. Z Waldkiem już się nie kontaktowałem.
Nie wiem więc jak wybierał.

(Turkus)

http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:



DSC03474W czasach, gdy sprzedawcy walczą o klientów wszelkimi sposobami, jest taka  firma, która robi wszystko, by ich do siebie zniechęcić! Po tym widać, że w praktyce nadal jest monopolistą, może sobie robić co chce i nie musi dbać o klientów – ani tych obecnych, ani tych przyszłych.
Od ponad miesiąca próbuję załatwić sprawę w firmie „Energa”. Po zmianie licznika i taryfy, pięć miesięcy temu, nie mogę doczekać się rachunku. Bezowocnie tracę czas na kontakty telefoniczne i jałowe rozmowy z tzw. konsultantami. Już prawie pół roku czekam na rachunek za prąd i oczami wyobraźni widzę gigantyczną sumę za ten okres. Odczyt licznika powinien odbywać się co dwa miesiące i za taki okres mam otrzymać rachunek. Nikogo to w „Enerdze” nie obchodzi!
Spec od odczytu liczników już dwa razy w tym okresie spisywał stan liczników w mojej klatce. Do mnie nie przyszedł. Zapytany dlaczego, krótko odpowiedział; „tego mieszkania nie mam w planie”. Odesłał mnie do telefonicznego konsultanta. Dzwonię. Odbiera konsultantka i po wysłuchaniu skargi, „przekierowała” mnie do osoby bardziej kompetentnej. Pani bardziej „kompetentna” najpierw wyraziła ogromne zdziwienie, że tak długo nikt nie odczytywał licznika i zaraz zapowiedziała szybkie przybycie inkasenta. Faktycznie po tygodniu przyszedł. Przez następne 3 tygodnie czekałem na rachunek i nic. Udałem się do nowo otwartego punktu partnerskiego „Energi”. Duże pomieszczenie i dwie panie. Poinformowały mnie, że nie mają kompetencji do załatwienia sprawy. Pytam; „kto takie kompetencje ma?”. Panie wzruszyły ramionami i odpowiedziały: „infolinia”! Znowu dzwonię. Tym razem był konsultant, który jak zwykle, przekierował mnie do bardziej „kompetentnego” konsultanta. Bardziej kompetentny poinformował, że złoży monit  w mojej sprawie i wyraził gotowość… odbierania ode mnie kolejnych telefonów. Gorąco nawet do tego namawiał. 
Konsultant nie obiecał załatwienia problemu. Obiecał za to, że chętnie ze mną znowu porozmawia! Skoro tak, to niech „Energa” zmieni nazwę z „infolinia” na „telefon zaufania”.

Ta firma działa jak w filmach Barei. Brakowało tylko: „nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi?”. Jednym słowem nie mamy pańskiego rachunku i pocałuj nas w d…
W salonach tej firmy niekompetentnych ludzi wiszą hasła:

„Twój czas jest dla nas najważniejszy”
„Telefon nie gryzie, mysz nie parzy! Poświęć swój cenny czas na inne sprawy!”.

Energa nie chce widzieć swoich niezadowolonych klientów, dlatego w nielicznych „Salonach Sprzedaży” nie można złożyć reklamacji, czy też wyjaśnić wątpliwości związanych z rozliczeniami. Nie można też dowiedzieć się kto jest kierownikiem tej placówki lub kto odpowiada za taki bałagan. Na wszelkie skargi pada odpowiedź „to nie od nas zależy” i „proszę dzwonić na infolinię”.

Hari Seldon


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

DSC03525-BW największym biurze podróży, czasem zwanym też Sejmem RP, zapanował niepokój. Nikt nie wie jak zachowają się podatnicy, czyli sponsorzy sejmowych podróżników. Czy dalej, bez zbędnych pytań, będą płacić za atrakcyjne wycieczki swoich wybrańców? To pokłosie „afery madryckiej”. Już wiemy ile kosztowały nas eskapady posłów. Od listopada 2011 do listopada 2014 za poselskie podróże zapłaciliśmy 8 657 696,03 zł.
Nie wierzę, że nikt w Sejmie nie wiedział o przekrętach „na Hofmana”. Coraz głośniej mówi się o zorganizowanych „spółdzielniach”, czerpiących wielotysięczne zyski z lewych wyjazdów. Posłowie ze wszystkich opcji jeździli sobie po świecie i pewnie trwałoby to dalej, gdyby nie rozpieszczone małżonki posłów. Hofman, Kamiński i Rogacki wykazali się taką zachłannością, że nie broni ich nawet własna partia.
Posłowie sami sobie stworzyli fantastyczny mechanizm rozliczania podróży – na gębę. Niedoceniani finansowo, umęczeni ciężką robotą sami musieli zadbać o byt. Nie po to walczyli o mandaty poselskie, żeby teraz żyć w ascezie. Nawet jak byli w delegacjach, to i tak głosowali w tym samym czasie w Sejmie, a za nadgodziny nie brali…

W Sejmie nie słyszymy już opowieści o wysokich standardach moralnych. Teraz szuka się winnych! Paradoks goni paradoks. Winny jest system i władze Sejmu. Winna jest okazja, a nie złodziej. Prezes Kaczyński nie jest winny za zachowanie swoich posłów i domaga się dymisji pani Premier. No tak, skąd miał wiedzieć kogo uczynił rzecznikiem swojej partii? Zdaniem przewodniczącego Błaszczaka winne są samochody, zakazał więc posłom PiS podróżowania samochodami! Podróże posłów skontroluje marszałek Sikorski. Tak, tak, ten sam, który za prywatną wyżerkę u „Sowy” zapłacił służbową kartą kredytową.
I wreszcie paradoksem jest to, że podróżnikom-cwaniakom może grozić nawet więzienie. Jeśli tam trafią, to dalej będą żyli za nasze pieniądze…

Hari Seldon


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 panoptikum-blogosobliwosci Design by SRS Solutions

  • RSS