Wpisy z okresu: 2.2015

girl-blowing-glitter-113790_640„Ja chcę” – już przedszkolaki układają się na posadzkach sklepów, w dziale z zabawkami. Podstawówka jest trochę sprytniejsza, zgrabnie skradają się między instytucją mamy i taty, w myśl zasady „kto da więcej.” W gimnazjum moda jest na bunty. I temperowanie coraz mocniejsze. Pokora jest w cenie. Czy na pewno?
W liceum zaczynają się pierwsze objawy „pokory wyuczonej”. Deklaracja maturalna, wybór przedmiotów, jakie ? Ano proste, takie żeby być prawnikiem lub lekarzem… ewentualnie móc kontynuować jakąś równie wypaczoną rodzinną tradycję. Studia ? Kończymy. Nawet te wybrane przez rodziców, w końcu studiowaliśmy za ich kaskę.
Wpadamy w rutynę, robimy to co powinniśmy, co wypada. Przeprowadzamy staruszkę przez pasy zgodnie z wdrukowanym w mózg schematem, ustępujemy miejsca w autobusie na zasadzie odruchu. Utrzymujemy relacje z ludźmi, których tak naprawdę nawet nie lubimy, Trwamy w małżeństwie, choć na małżonka nie możemy patrzeć. Na święta życzymy „wszystkiego dobrego”, choć jakiś demon w naszej głowie wrzeszczy „Niech Ci ość z tego karpia w gardle stanie”. Pozwalamy teściowym wychowywać nasze dzieci, i trwamy w toksycznych relacjach bo „trzeba pomagać”.
Po paru latach POKORY i PRZYMUSU jesteśmy zmęczeni. Sobą, ludźmi, życiem. Frustracja narasta.

Zdrowy egoizm jeszcze nikomu nie zaszkodził…
„Nie pojechaliśmy ostatnio na obiad do teściowej. W  dresach chrupaliśmy popcorn przy głupawym filmie i byliśmy szczęśliwi” – pisze koleżanka.

Tak ciężko mówić „nie”
Zwłaszcza gdy zawsze mówimy „tak”. Zgadzamy się na wszystko, pomagamy wszystkim, pożyczamy pieniądze i po 8h pracy lecimy pocieszać przyjaciółkę, bo rzucił ją chłopak…10. raz w ciągu tygodnia. Albo jedziemy naprawiać koledze samochód, bo rozkraczył się na autostradzie.

Wniosek: Dobrze jest chcieć, nie musieć!
I móc na cały weekend wyjechać za miasto, wyłączyć telefon, tańczyć w bieliźnie, skakać po łóżku, objadać się lodami, śpiewać tak głośno jak tylko potrafisz i rozciapać sobie truskawkę na twarzy zgodnie z babcinym poradnikiem o świetności takiej maseczki.
Stań się jednodniowym egoistą!

W jeden dzień świat bez Ciebie się nie zawali.
Nie włączysz prania w sobotę ? – Trudno, włączysz w niedzielę. Masz gary do umycia ? Nie martw się, same nie wyjdą. Prasowanie ? – Wygnieciony T-shirt też jest sexy… I nic się nie stanie jak raz na rok nie odprowadzisz dzieci do przedszkola i weźmiesz sobie dzień wolny w pracy. Świat dalej będzie taki sam. Trzęsienie ziemi nie nastąpi i fala tsunami też nie przyjdzie.
Odpręż się wreszcie!

Izz


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

DSC03602-BBanki notorycznie jednostronnie zmieniają warunki umowy w czasie jej trwania. Nam nie pozostaje nic innego jak zgodzić się na zmiany, lub wypowiedzieć umowę. Kiedy klient zrobi to samo, to nagle dowiaduje się, że jednostronna zmiana treści „nosi znamiona podstępu sprzecznego z zasadami współżycia społecznego” i jest nieważna.

W styczniu opisałem przypadek kredytobiorcy, który przechytrzył pazerny bank – Drobnym druczkiem, czyli jak przechytrzyć bank.”  Dzisiaj znamy finał sprawy.
Klient banku dopisał do umowy kredytowej zdanie całkowicie zmieniające jej wymowę. Bank nie zauważył zmiany i zaakceptował umowę. Dopisek brzmiał: „Bank zobowiązuje się do całkowitego umorzenia kwoty kredytu i należnych odsetek do [dnia]…”. Zmodyfikowany dokument wysłał do banku, a… bank umowę zaakceptował. Wygląda na to, że pewni siebie  bankowcy podpisali umowę nie czytając jej.

Nikt nie wróżył sukcesu kredytobiorcy. Bank próbował zastraszyć  klienta, że dopisane przez niego zdanie było „bezprawną zmianą treści umowy”, a jednostronna zmiana treści „nosi znamiona podstępu sprzecznego z zasadami współżycia społecznego” i jest nieważna.
Klient był nieugięty, a bank też nie chciał ustąpić.  W sprawę zaangażował się dziennikarz ekonomiczny Maciej Samcik, który pierwszy opisał historię kredytobiorcy. Napisał list do banku, że klienta można uznać za testera procedur. To podziałało. Bankowcy poszli na ugodę i w zamian za usunięcie dopisanego zdania zaoferowali likwidację odsetek. Propozycja została zaakceptowana.

Czy klient złamał prawo? Nie! Nie zmienił umowy, ale propozycję umowy, którą otrzymał do podpisania. Umowa nie była wcześniej podpisana przez pracowników banku, więc nie dokonał nieuprawnionego wpisu w umowie. To był projekt.
Ciekawe, jak skończyłaby się sprawa bez interwencji znanego dziennikarza?

Hari Seldon


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

dinosaur-1Myślałem, że przeczytałem w prasie relację z zakładu psychiatrycznego, ale nie! Zaskoczyło mnie tylko miejsce akcji. Myślałem, że to się dzieje gdzieś w Polsce. Na szczęście w… Wielkiej Brytanii!
Na brytyjskim portalu mumsnet.com matki wymieniają się informacjami dotyczącymi dzieci i kwestii związanych z ich wychowaniem. Jedna z matek zaapelowała, by usunąć z programu nauczania informację o…dinozaurach. Kobieta nie ufa naukowym dowodom i ma poważne wątpliwości, czy te prehistoryczne gady w ogóle istniały. W związku z tym uważa, że w szkole uczą kłamstw. Gdyby istniały byłoby jeszcze gorzej, bo zatroskana matka jest przekonana, że kontakt z dinozaurami ma destrukcyjny wpływ na psychikę najmłodszych:

Dinozaury są bardzo złym przykładem dla najmłodszych. W szkole, w której uczą się moje dzieci, wielu uczniów zostało doprowadzonych do łez przez chłopca (który ewidentnie miał styczność z dinozaurami). Zachowywał się jak zwierzę, biegał po klasie jak szalony, ryczał i udawał, że jest dinozaurem. I ugryzł troje dzieci w twarz.

Od słów przeszła do czynów. Założyła profil na Facebooku „Chrześcijanie przeciwko dinozaurom”. Domaga  się od szkoły zaprzestania szkodliwej nauki.
Reszta to standard. Ziemia jest płaska i stoi na żółwiu, a ten żółw stoi na kolejnym żółwiu i tak do samego dołu.

Po tej informacji odszczekuję wszystkie złe słowa, jakie napisałem wcześniej pod adresem polskiej edukacji…

Hari Seldon


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

heart-shaped-fluffy-cloudWalentynki obchodzone są już od czasów starożytnych Rzymian, jednak dopiero w latach 80-tych ubiegłego wieku przybrały obecną, bardzo romantyczną formę. W Polsce pierwszy raz obchodzono je w 1992 roku. Przedtem jednak mało kto o nich słyszał. Każde pokolenie Polaków inaczej traktuje Walentynki. Przytaczam wybrane opinie.
1. Dla pokolenia „dwudziestolatków sprzed 30 lat” są obojętne:
„Traktuję je obojętnie. Ciekawostką jest, że 14 lutego ma także dużo poważniejszy wydźwięk -  jest również dniem chorych na epilepsję. Wynika to z faktu, że św. Walenty jest jednocześnie patronem zakochanych, epileptyków i… chorych psychicznie. Ciekawe, może to nieprzypadkowy zbieg okoliczności… Postać św. Walentego obrosła legendami mówiącymi m.in. o tym, że udzielał potajemnie ślubu zakochanym, których rodzice nie zgodzili się na małżeństwo. Dla młodych to dzisiaj nie problem, rodziców i tak nie słuchają”.
2.Pokolenie”dwudziestolatków sprzed 20 lat” stosunek ma ambiwalentny:
„Walentynki mi nie przeszkadzają. Sympatyczne, choć nie nasze święto. Miła zabawa dla dzieci i nastolatków. Znam też osoby starsze, które interpretują owo święto nieco opacznie. Teściowa koleżanki przynosi co roku walentynkowe prezenty wnukom i synowi. Tego samego oczekuje od syna. I wnuków. Tłumaczenia, że walentynki to święto raczej zakochanych par – nie trafiają. Możliwe, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia: nastolatka, singielka mająca na oku miłego mężczyznę, kobieta w początkowej fazie związku – mogą mieć podejście bardziej emocjonalne i oczekiwać w tym dniu czegoś szczególnego…”
3. Pokolenie dzisiejszych dwudziestolatków ma zaangażowane podejście:
„Zbliżają się walentynki, z każdej strony bombardowani jesteśmy serduszkami, spektaklami dla zakochanych, repertuar kin pęka w szwach od komedii romantycznych. Ludzie – ci w „świeżych” związkach planują romantyczne weekendy, ci z dłuższym stażem, jakoś nie mają czasu pomyśleć. Ci zakochani uśmiechają się więcej, Ci niezakochani – mniej. Tych kochających niewiele ostatnio (zima ? A może niezależność ?). Dzisiaj każdy jest gdzieś w kontakcie z kimś…zupełnie sam. Jeszcze nie tak dawno tej całej „samotności” było mniej. Ludzie się spotykali, wychodzili, wyjeżdżali. Pisali mniej smsów, facebook nie był aplikacją na telefon, telefon nie był wiecznie w sieci, a skype nie zastępował dotyku. Zawsze miałam tendencję do zakochiwania się w nieodpowiednich chłopcach, a może po prostu nie potrafiłam docenić tych odpowiednich, gdy byli. Daliśmy się obedrzeć z kwiatów, trzymania za ręce i całowania w czubek nosa – bo przecież to takie banalne. A życie wymaga, każdego roku coraz więcej, coraz intensywniej, nie pozwala odetchnąć. Trzeba się uczyć, pracować, gdzieś biec, coś zrobić – w tym wszystkim zabrakło czasu na drugą osobę.
Trzymać za rękę i całować się do utraty tchu można przecież w każdym klubie, po przysłowiowych „dwóch głębszych”. Ale żeby tak zaraz do swojego życia, żeby dzielić czyjeś łzy, problemy, radości i sukcesy potrzeba odwagi.
Zbliżają się walentynki – to nieistotne. Każdy inny dzień jest tak samo dobry, żeby być w konkretnym miejscu, w realnym kontakcie z bliską osobą… mniej samotnie. Chociaż na jeden dzień.”
Na koniec redakcyjna porada: Szukacie czegoś  ekscytującego? Postawcie na kolację w wannie! Przygotujcie smakołyki z afrodyzjaków i bawcie się jak tylko chcecie. Najlepiej w tym przypadku sprawdzą się krewetki, karmelizowany imbir, brzoskwinie w cieście francuskim lub koreczki z bananów i awokado. Do tego dobre wino lub szampan, a reszta zależy już tylko od Waszej fantazji!

Kama, Hari Seldon, Izz

http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

X7O6D7PhW piątek Sejm odrzucił projekt podniesienia kwoty wolnej od podatku.
Polska jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, w którym obywatele muszą płacić podatek od dochodu kształtującego się poniżej połowy progu tzw. minimum egzystencji, czyli takiego, bez którego niemożliwe jest biologiczne przeżycie. Obecnie kwota wolna od podatku to 3091 zł, zaś minimum egzystencji zostało ustalone na poziomie 6502,92 zł rocznie. Znaczy to, że osoby zarabiające nawet 260 zł miesięcznie muszą płacić podatek.

Dobrze odżywieni posłowie zdecydowali, że Polakowi do przeżycia musi wystarczyć 260 złotych. Ciekawe jak radzą sobie inne nacje?
W przeliczeniu na złotówki: w Niemczech jest to 33 902 zł,  w Wielkiej Brytanii – 50 600 zł, we Francji – 25 066 zł, w Austrii – 45 870 zł, w Finlandii – aż 67 137 !

Ponad 20 lat temu, kiedy Polska rozpoczynała przemiany gospodarcze kwota wolna była równa 7-8 pensjom minimalnym. 10 lat temu były to już 4 pensje. Dzisiaj kwota wolna jest równa niecałym 2 pensjom minimalnym i mniej niż 1 średniej krajowej. To jest klasyczny przykład cichego podnoszenia podatków.
W Polsce kwota wolna od podatku jest nawet niższa niż w tak biednych krajach, jak np.: Tanzania, Botswana, Tajlandia, Kolumbia czy Namibia! Dlaczego?
To wyjaśnił minister Szczurek. Dla ministra wyższa kwota jest nie do zaakceptowania bo:

Nie można stworzyć systemu podatkowego, który konsumuje same słodkie desery z innych krajów w Europie, a nie bierze dania głównego. Podatki muszą być płacone. Łącznie, w Polsce są one niskie w stosunku do PKB.

Ciekawe o jakich deserach mówił minister Szczurek?

Hari Seldon


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

file8071269899614W Ameryce nawet najważniejszy polityk musi przestrzegać prawa. Burmistrz Bostonu, Martin Walsh, zapowiedział kary dla wszystkich, którzy nie uprzątną swoich chodników ze śniegu. Temu zarządzeniu nie podporządkował się sekretarz stanu John Kerry (odpowiednik naszego ministra spraw zagranicznych). Nie odśnieżył chodnika przed swoim domem, bo przebywał w Arabii Saudyjskiej z misją dyplomatyczną. W związku z tym burmistrz miasta okazał się bezlitosny i ukarał sekretarza mandatem w wysokości 50 dolarów. John Kerry mandat niezwłocznie zapłacił, przeprosił i uprzątnął chodnik.
A jak jest w Polsce? U nas jak w Indiach, wszędzie nietykalne, święte krowy. Cała armia polityków, prokuratorzy, sędziowie w świetle prawa są nietykalni. Mają ustawowy immunitet, który bardzo trudno im uchylić. I przez to mogą robić, co chcą. Piją, rozbijają się autami, grożą policjantom zwolnieniem z pracy. Czują się tak, jakby ten kraj należał do nich. Żadnego nie można za nic ukarać.
Prezydent nie może być pociągnięty do odpowiedzialności przed sądem powszechnym, wojskowym lub Sądem Najwyższym. Odpowiada jedynie przed Trybunałem Stanu. Posłów i senatorów nikt nie odważy się pociągnąć do odpowiedzialności. Na to musi się zgodzić Sejm lub Senat. Sędziowie mogą być karani za zgodą Sądu Dyscyplinarnego. Prokuratorzy za zgodą  komisji dyscyplinarnej.
Bezkarni są lekarze popełniający medyczne błędy. Komornicy okradający w majestacie prawa emerytów i rolników. Nietykalni są urzędnicy wydający błędne, krzywdzące obywateli decyzje. I wreszcie urzędy skarbowe, których urzędnicy sami decydują co jest zgodne z prawem, a co nie.
Prawdziwy raj dla świętych krów…

Hari Seldon


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

argument-238529_640Wracałyśmy z zajęć, z koleżanką z grupy. Opowiadała mi, że jedzie jutro na widzenie do więzienia. Nie pytałam. Nie chciałam jakoś ciągnąć tematu.
- Bo wiesz, wszyscy się od niego odwrócili.
-To jakiś twój bliski przyjaciel? – zapytałam.
- Nie, znajomy. Ale ja mu obiecałam, że go nie zostawię.
Skończyłyśmy rozmowę. Parę dni później przybita koleżanka opowiada o problemach swojego chłopaka z rodziną. Jeszcze później zalana łzami mówiła o tym, że ona żyje, aby poświęcić się dla innych -  dlatego studiuje psychologię. Cóż, nie wytrzymałam – parsknęłam śmiechem.
Spojrzała na mnie wielce oburzonym wzrokiem…
Moim zdaniem nie po to studiuje się psychologię „ aby poświęcić się dla innych” trochę zdrowego egoizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a nawet pomogło. Psycholog to zawód wyuczony, a nie osobowość czy sposób na życie. Tak jak chirurg nie przeprowadza operacji na kuchennym blacie, tak jak sędzia nie rozwodzi swoich przyjaciół na sobotnim grillu. Tak samo psycholog nie żyje, a przynajmniej nie powinien żyć dla innych.
- To dlaczego poszłaś na psychologię? – pyta mnie tymi swoim zapłakanymi oczami.
Nie odpowiedziałam. Nie chciałam jej dobijać. Im dłużej jestem na uczelni, tym widzę coraz więcej ludzi „zaburzonych”, którzy przyszli z mocnym postanowieniem poprawy jakości swojego życia. Może terapia? Nie, studia. Pytania po wykładach padają na temat schizofrenii babci, depresji cioci, zaburzeń katatonicznych brata. Moja ciocia, moja mama, mój tata, mój znajomy… Oszaleć można.
Kierunek jest naprawdę fascynujący, wymagający wkładu własnego, ogrom nauki, publikacji naukowych, artykułów – wszystko to trzeba mieć w małym palcu. Osobiście nie mam czasu na problemy innych, osobiście wiem, że nie mam takiej wiedzy aby komuś pomóc, osobiście wiem, że jak przychodzę z uczelni to jedyne na co mam ochotę to gorący prysznic, herbata i dobra książka, a nie poświęcenie dla innych.
Gdzieś zatarła się granica między psycholem, a psychologiem. Nieszczęśliwi ludzie oblewający egzamin za egzaminem, bo „poświęcenie dla innych” odbiera im czas, który powinni poświęcić na wertowanie notatek. Z czego to wynika ? Nie wiem. Cóż, może jeżeli w społeczeństwie źle widziana jest wizyta u psychologa, to w zamian pójdę na studia psychologiczne…

Izz


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:


please-dont-go_lPo ponad dwóch latach Sejm doszedł do wniosku, że bicie kobiet nie jest w porządku. Sejm przegłosował dziś konwencję antyprzemocową. To pocieszające – jedną nogą wyszliśmy z ciemnogrodu. Co ciekawe, walka z przemocą zamiast łączyć, podzieliła. Podczas debaty sejmowej doszło do tradycyjnej, polskiej awantury. Zadziwiające, że zakaz przemocy najbardziej przeszkadza… kobietom! Kilka prawicowych posłanek heroicznie próbowało bronić polskiej tradycji bicia kobiet. Według Małgorzaty Sadurskiej zakaz przemocy w rodzinie „to jest deprawacja małych dzieci”(!?). Jak zwykle niezawodna była Marzena Wróbel:

W tej chwili chcecie ten porządek cywilizacyjny, kulturowy zniszczyć! Chcecie wprowadzić jakąś cywilizację i kulturę, która jest obca naszej tradycji, naszym zwyczajom. Zastanówcie się, bo niszczycie społeczeństwo polskie, niszczycie naród w ten sposób

Według Beaty Kempy zakaz bicia wprowadza się po to, żeby zamieszać ludziom w głowach.
Rozhisteryzowane panie wsparł Zbigniew Girzyński: „Tą konwencją bierzemy udział w mordowaniu naszej cywilizacji”. Oświadczenie złożył poseł PiS, Krzysztof Szczerski, który decyzję ws. ratyfikacji konwencji o przeciwdziałaniu przemocy uznał za „niezaistniałą”.
Przemówił w mediach rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Józef Kloch i ogłosił… kres cywilizacji. To jest naruszenie podstawowych zasad cywilizacyjnych – ubolewał. Czy ks. rzecznik nie wie, że w Polsce 800 tys. kobiet rocznie doznaje przemocy, co 40 sekund ma miejsce w Polsce akt przemocy wobec kobiet?
Mimo wszystko można powiedzieć – świętujemy właśnie fakt, że w Polsce jest zgoda na przeciwdziałanie przemocy. Trochę gorzkie to święto. Trzeba zmiany mentalności a nie samego prawa.

Hari Seldon


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

file0001556615678Uzbrojeni policjanci wpadają z nakazem prokuratorskim do pięciu mieszkań w Żarach. Rewidują mieszkańców, przeszukują każdy kąt. Wchodzą na krzesła, szukają na meblach, przetrząsają szafki. Na oczach zdumionych dzieci zaglądają do ich zabawek.
Jeden z przeszukanych opisał to tak:

Policjanci sprawdzali wszystko: kieliszki, zabawki… Dzieci nie wiedziały, co się dzieje.(…) Z policją nie miałem nigdy nic wspólnego, a tu nagle jakieś zarzuty prawie że postawione, bo niewinnemu człowiekowi przeszukania w mieszkaniu się nie robi, prawda?

Dynamiczna sytuacja, dramat, tempo jak w filmie akcji. Policjanci po sprawdzeniu rzeczy osobistych, dokumentów, czy kieszeni kurtek, niczego nie znaleźli. Nic nie było w żadnym z przeszukanych mieszkań. Czego szukali? Narkotyków, skradzionych diamentów, tajnych dokumentów?

Nie! To…  zapominalski policjant zostawił obrączkę po policyjnym treningu na sali sportów walki należącej do Miejskiego Ośrodka Sportu, Rekreacji i Wypoczynku w Żarach.
Policjant zgubił obrączkę 8 stycznia. Po trzech tygodniach „telewizyjna” akcja? Na wszelki wypadek zatrzymano i przesłuchano „podejrzanych” – trzy sprzątaczki i dwóch innych pracowników. Prokurator stwierdza adekwatność zastosowanych środków do sprawy, bo doszło do groźnego przestępstwa… Komedia.
Ciekawe, że pół roku temu umorzono sprawę kradzieży we wrocławskim butiku pomimo przekazania policji dowodów przestępstwa i zdjęć złodzieja. Nie było grupy antyterrorystycznej, nie było nawet dzielnicowego w miejscu zamieszkania złodzieja. No, ale sklepikarz, to nie policjant.
Czy prokurator wpadł na pomysł, by przeszukać mieszkania kolegów z sali treningowej?
Śmiechu warte. Będzie jeszcze śmieszniej, gdy okaże się, że obrączka znajdzie się w kurtce, lub w torbie owego policjanta. Albo w… mieszkaniu kochanki.

Hari Seldon


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

file1591340859301Im jestem starsza, tym więcej spraw jest dla mnie zaskakujących. Nie wiem czy to świat okazał się bardziej brutalny niż ulubiony w dzieciństwie lasek koło domu, czy może sama zaplątałam się w społeczeństwie, w którym nic nie jest oczywiste. Kilka miesięcy temu postanowiłam złożyć pozew o podwyższenie alimentów. Długie lata zajęło mi uświadomienie sobie faktu, że to nie są pieniądze, o które muszę prosić tylko takie, które należą mi się z tytułu „bycia córką.” Same pozwy i zbieranie dokumentów poszły łatwo. Prawnik doradził „Pisz o 1.000zł i tak dostaniesz mniej.” – napisałam. Zaświadczenia, dokumenty, paragony, bilety – pozbierałam, dołączyłam. Zanim wysłałam całą, dość obszerną dokumentację, tknęło mnie, aby zachować się jak człowiek. Zadzwoniłam. Myślę sobie, zapytam, może „pozwany, zwany dalej ojcem” zgodzi się na parę złotych więcej. Cóż, w końcu zaczęłam studia, nowe miasto, dojazdy, życie, mieszkanie…  Nie no, na pewno się zgodzi, przecież to ojciec. Rodzice chcą, aby ich dzieci się uczyły – tłumaczyłam sobie. Rzut słuchawką to jedyna konstruktywna odpowiedź jaką usłyszałam. Chciałam się poddać. Jednak nie dawał mi spokoju obraz, w którym moja mama wraca z pracy na kolanach, bo nie ma siły. Pomyślałam, że zaryzykuję.

Nadszedł dzień rozprawy, która niczego nie przyniosła. Poza niesamowitym bólem głowy. Sprawa stanęła – sędzina na urlopie. No trudno. Ponieważ każdy obywatel ma prawo wglądu w akta, postanowiłam z takowego prawa skorzystać. Umówiłam się z Panią w sądzie, na termin. W terminie okazało się, że dokumenty zagubiły się w gmachu sądu. Cóż, bywa. Umówiłam się tydzień później. Dokumenty były. Przystąpiłam do ich czytania… Dowiedziałam się, że mam 16 letniego brata (Mam. Z tym, że ma 18 lat.), którym mój biedny spracowany ojciec bardzo się zajmuje (brat wyśmiał mnie jak mu o tym powiedziałam), dowiedziałam się także o kolekcji butów, w której egzemplarze sięgają cenami do 600zł (po powrocie do domu otworzyłam wszystkie szafki – kolekcji nie znalazłam. Niestety.) Oczywiście bawię się w klubach i śmiałam zmienić kierunek studiów. Wniosek: zmniejszyć alimenty do 200zł. Smutny obraz mi się zarysował. Odpowiedzialność za innych, baaa! Odpowiedzialność za swoje własne decyzje umiera. W efekcie szybko  postanowiłam znaleźć pracę i zarobić sama na siebie. Mama zaoferowała pomoc. Pozew wycofałam, wraz z całkowitą rezygnacją ze świadczenia alimentacyjnego.

Wniosek: No cóż, nie ma takich pieniędzy, które warte byłyby czasu i nerwów. Będę musiała ograniczyć moją wspaniałą kolekcję butów oraz wyjścia do drogich klubów, ale na rzecz świętego spokoju. Warto!

Izz

http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2017 panoptikum-blogosobliwosci Design by SRS Solutions

  • RSS