Wpisy z okresu: 7.2017

dyzmaDo tej pory  „polaczkami” nazywali nas rosyjscy nacjonaliści albo niemieccy hejterzy. „Polaczek” jest świadomym okazaniem głębokiej pogardy dla polskości. To odpowiednik czarnucha, kozojebcy, czy parcha. Teraz Polaków tak nazywa wicemarszałek Sejmu  Joachim Brudziński. Oczywiście nie wszystkich. Tylko tych, którzy  z nim się nie zgadzają.

Zaczęło się niewinnie. Wicemarszałek Sejmu z PiS Joachim Brudziński opublikował na Twitterze wpis, w którym „przypomina” wszystkim, aby tankowali samochody tylko i wyłącznie na polskich stacjach. Kawę też tylko tam mają pić, bo „wszystko, co #POLSKIE jest najlepsze”.

Brudziński napisał na Twitterze, że jego wpis zachęcający do zakupów na polskich stacjach stał się powodem hejtu  „polaczków”.

Suweren się wkurzył i w sieci wypomina posłowi, że jeździ „antypolskim” Volvo.  Rząd zaś  jeździ niemieckimi BMW i AUDI. Na posiedzeniach pije zagraniczną kawę i zażera się ciasteczkami firmy Nestle. Rząd zadłuża się też w obcych bankach i zrezygnował właśnie z telefonów  polskiej sieci ”Plus”, by przesiąść się na niemiecki T-Mobile.

Marszałek zaliczył  wpadkę. Znakomita większość importowanej do Polski ropy naftowej trafia do nas z Rosji. To fakt – nie jesteśmy Kuwejtem. Kawy też w Polsce nie uprawiamy, nasze jest tylko mleko i woda.

Pan Brudziński powinien zrobić remanent i określić co ma polskiego w domu i na sobie. Oby nie okazało się ze po usunięciu nie polskich produktów, byłby nagi, w „gołych” ścianach swego mieszkania i poruszał się Syrenką, może Warszawą, albo Polonezem.

W PRL-u, przez zachodnie sankcje, też nic z zagranicy nie było. W monopolowych królowała polska, a jakże, wódka Vistula, po której wątroba nadawała się tylko do wymiany. W Delikatesach można było kupić polski „wyrób czekoladopodobny” zastępujący czekoladę, a dzieci pytały co to są banany. Pod koniec lat osiemdziesiątych na sklepowych półkach był już tylko ocet. Też polski.

Byłem już gorszym sortem, zdradziecką mordą, kanalią, spacerowiczem i turystą, a teraz jeszcze mam być „polaczkiem”? Przy panu Brudzińskim Dyzma miał klasę.

Hari Seldon


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

2011 FEB 27 Sofie bow (9)Poseł Tarczyński to wyjątkowy oryginał.  Najpierw chciał bić 73 letniego byłego prezydenta, potem paradował w płaszczyku z jenotów, lansował się w jacuzzi, a teraz siedzi w sejmowych ławach i szczeka na posłanki.

To było  w trakcie debaty o reformie KRS. Posłanka Gajewska-Płochocka wchodziła na mównicę, a poseł Tarczyński zaczął  wydawać psie odgłosy: hau, hau, hau…
Zaskoczona posłanka poprosiła:  Panie pośle, pan nie szczeka…

Sprawa stała się poważna. Interweniował minister Macierewicz i zażądał postawienia posłanki przed komisją etyki!  Macierewicz stanął w obronie Tarczyńskiego, ponieważ uważa, że poseł ma prawo do szczekania w Sejmie. Dlaczego? Ano dlatego, że poseł Tarczyński reprezentuje władzę, a posłanka Gajewska-Płochocka jest gorszym sortem – elementem zdemoralizowanym, podłym i animalnym. Posłanka i tak miała szczęście. Poseł mógł przecież podnieść nogę i obsikać mównicę…

Czy to znaczy, że posłowie PiS na widok młodej posłanki muszą… szczekać? Może szczekał,  bo nie zna języków obcych, a dla niego ludzki język jest językiem obcym. Co robić? Zabronić kundlowi szczekania jest nieludzkie.  Nie powinno się go wpuszczać na salę sejmową bez kagańca.  Ciekawe, czy sam się wyprowadza na trawnik i sprząta po sobie?

Nic nie wskazuje, żeby poseł Tarczyński pochodził z zagrody, ale pozory mogą mylić. Być może przypomniał sobie jak w rodzinnej wsi Burek od sąsiada szczekał spod budy na niego, a on na Burka.

Tuwim pisał, że „idiota”, to nie obraza, a choroba. Dziwne, że epidemia idiotyzmu ogarnęła większość sejmową. Szczekają na obcych, merdają ogonami na widok Pana, łaszą się i przymilają, stają pokornie na łapkach i aportują z tą bezgraniczną miłością w oczach.

Myślałem, że poziom debaty publicznej osiągnął już dno. Pan  Tarczyński wyprowadził mnie z błędu. Chciałbym z tego miejsca pogratulować posłowi i jego ugrupowaniu ,,nowej jakości” jaką udało się wprowadzić do Sejmu.

A swoją drogą, jak nazwać sposób sprawowania władzy w kraju, gdzie rządzący szczekają?

Hari Seldon


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

money-367973_640Władza potrzebuje pieniędzy i wie gdzie pieniądze są, a są w portfelach kierowców.  W Sejmie błyskawicznie przepychany jest projekt podwyżki cen paliw o 25 groszy na litrze. A to da dodatkowe 5 miliardów.

Po co im tyle kasy? Władza chwali się ogromną nadwyżką w budżecie i ogłasza, że jej rządy to nieprzerwane pasmo sukcesów.

Sprawę wyjaśnił poseł sprawozdawca Zbigniew Dolata. Według posła, to wszystko w trosce o suwerena. Dzięki tej podwyżce będzie jeszcze lepiej. Nie będzie śmiertelnych wypadków na polskich drogach. Teraz są, bo paliwo jest tanie. Są też złe drogi, dziurawe i wąskie. A dlatego złe, bo poprzednia, zła władza je budowała. Samochody się psują na tych drogach, a suweren nie chce jeździć zepsutymi samochodami.

Jakbym słyszał ministra Krasińskiego. To był taki minister ds. cen w PRL – autor nieudanych reform cenowych. Przekonywał, że podwyżka cen żywności spowoduje powszechną dostępność do chrupiących bułek. Bułek wtedy było mało i na pewno te gnieciuchy nie były chrupiące. Do podwyżki doprowadził, a bułek i tak nie było.

Poseł Dolata tryskał optymizmem. Nawet jeśli będzie to jakaś dolegliwość to według posła nieduża, bo „obciążenia podatkowe i koszty paliwa w Polsce są znacznie niższe, niż ceny w Niemczech, Francji, czy Wielkiej Brytanii”.

Nie zarabiam jak Niemiec, Francuz, czy Brytyjczyk, ale płacić mogę więcej, bo przecież w Niemczech się więcej płaci. Trzeba być kompletnym ignorantem żeby tak powiedzieć. Czy on nie wie ile tam zarabiają ? Niedługo powietrze opodatkują.

Władza problemu nie widzi, bo i skąd? Prezes nie tankuje, nawet prawa jazdy nie ma. Pani premier (to ta z broszką) jeździ limuzynami za naszą kasę, poseł Dolata za „kilometrówkę” pobrał z Sejmu w zeszłym roku 36 tysięcy. Szefowi Orlenu – Jasińskiemu – też to wisi, zarabia ponad 3 miliony rocznie i jest mu obojętne, czy benzyna kosztuje 5, czy 8 złotych. Dziwne, że prawo uchwalają osoby których to prawo nie dotyczy.

Te 25 groszy to tzw. opłata paliwowa. Czy ciemny lud to kupi? Taki podatek istniał za PRL-u, a stan dróg tylko się pogarszał. A istniejąca już opłata „na drogi” zawarta w cenie paliwa to gdzie jest? I jeszcze VAT od podatku!

A skąd pewność, że te pieniądze pójdą na drogi? Rządowe limuzyny wkrótce się zestarzeją, ksiądz dyrektor skarży się na małe dochody, a nie jest jedynym duchownym z materialnymi potrzebami. Koszty comiesięcznych imprez rosną. Można by tak długo wymieniać.

A suweren myślał, że 500+ i obniżenie wieku emerytalnego jest za darmo…

Hari Seldon


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks:

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2018 panoptikum-blogosobliwosci Design by SRS Solutions

  • RSS