macierewiczDobra zmiana dotarła do armii. Pomysł oparcia  armii na chrześcijańskich fundamentach przypadł do gustu kierownictwu MON. Według ministerstwa w polskiej armii muszą obowiązywać główne zasady dekalogu, a żołnierze będą wyposażeni w wiarę.
To oznacza, że w razie potrzeby wrogów będą mogli zabijać katolicy. A co z ateistami? Ministerstwo podjęło decyzję, że ateiści też będą mogli zabijać, ale muszą być moralni i uczciwi.

Ateista jest podejrzanym elementem. Być może jest podły i animalny. Ministerstwo daje mu jednak szansę. Ateista może nawet piąć się po szczeblach wojskowej kariery, jeśli dochowa zasad moralnych. Czy to znaczy, że katolik nie musi? Może być złodziejem, kanalią i też zrobi karierę?

Skoro armia ma opierać się na dekalogu, to co władza zrobi z piątym przykazaniem? Po co armia, jeśli zgodnie z dekalogiem żołnierze nie będą mogli zabijać, czy  minister zawiesi przykazanie? Żołnierz otrzymuje broń i amunicję, a nie kropidło i różaniec.

To wygląda jak zabawa dużych chłopców w wojsko. W wojsku  musi obowiązywać dyscyplina i profesjonalizm, a minister który twierdzi, że jest inaczej powinien puknąć w czoło. Armia kierująca się przykazaniami Boga już istnieje, w tzw. Państwie Islamskim. Koniecznie chcemy stworzyć drugą?

Chichot historii polega na tym, że kiedyś wojskowi po kryjomu chodzili do kościoła, bo oficjalnie się bali. Teraz chodzą oficjalnie i na pokaz, bo też się boją.
Nie potrzeba najazdu wrogiej armii. Wystarczy Macierewicz. Odnoszę wrażenie, że pomysły ministra i jego zastępców bardziej pasują do gimnazjum. A powiedzenie, że wojsko zaczyna się tam gdzie kończy się logika, przeżywa renesans.

Hari Seldon


http://www.facebook.com/PanoptikumBlogosobliwosci

Muzyczny relaks: